Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Historie osób dotkniętych nowotworem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Historie osób dotkniętych nowotworem. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 września 2011

Obejrzało go 13 milionów osób... dziś dla Ciebie... i jego Ostatni wykład

Był niezwykłym profesorem jak zobaczysz na filmie. NIESTETY nie znalazłem nigdzie wersji z napisami PL.
Może Vimeo, ale nie widzę.
Prof. Randy Pausch zmienił oblicze amerykańskiej edukacji - zapadł glęboko w pamięci swoich studentom.
Pozostawił po sobie głęboką mądrość, jaką może przekazać człowiek w ostatnich chwilach swojego życia.
Ale o wiele bogatsze Życie podarował wszystkim, którzy go obejrzeli.



 Książka z Lekcjami Życia ukazała się nakładem Wyd. Nowa Proza
http://www.nowaproza.eu/ksiazka/164/ostatni-wyk%C5%82ad


Jeżeli zainteresowała Cię treść tej wiadomości, zaprenumeruj ten blog i bądź na bieżąco! Wiadomości będą przychodziły na Twoją skrzynkę pocztową :) Jeżeli posiadasz konto na którymś z portali społecznościowych, podziel się tą informacją ze znajomymi :) Poniżej masz odpowiednie wtyczki.

piątek, 2 września 2011

Wzruszyłem się...


Przede wszystkim dziękuję za wszystkie komentarze :)) Cieszę się, że chcecie czytać i komentować. Śmiałości niech Wam doda fakt, że więcej komentarzy oznacza dla robotów googla latających po sieci "żyjący blog" i tym wyżej jest on w wyszukiwarce, i tym łatwiej na niego trafić :) Dziękuję !

Napisał do mnie Darek w odpowiedzi na apel o komentarz i wzruszyłem się...
"mam 28 lat, w marcu 2010 wykryto przypadkiem raka tarczycy-miesiąc przed ślubem, potem ślub operacja, leczeniem jodem w Gliwicach i narazie jest ok. Wtedy świat mi się zawalił, dziś po ponad roku jest szczęśliwym mężem i ojcem bliźniaków, mam fajną pracę dokształcam się nadal i jest fajnie. Minusem jest to ,że ciągle borykam się ze zdrowiem, wyleczyłem się z raka, ale ciągle od roku - od diagnozy która wstrzasnela moim życiem mam problemy z brzuchem boli mnie prawie codziennie i ciągle w mojej głowie -że to kolejny rak i tak od roku walcze z myślami i brzuchem, radze sobie niby coraz lepiej,ale...! Zacząłem się interesować mocą podświadomości i medycyną naturalną-najpierw książka "potęga podświadomości" potem film Sekret, potem trafiłem na Twoj blog i film medycyna cudów, nauka cudów i książka Makarego -jeszcze nie skończyłem. Jestem pod wrażeniem tego wszystkiego i tak jak inaczej patrzyłęm na świat po diagnozie tak i teraz zmieniłem sposób myślenia w dużej mierze dzięki Tobie Grzesiu!Nadal walczę z brzuchem i z psychiką ale wiem że dam rade mimo że czasem mam dołki. Brak mi trochę czasu na tą walkę bo praca , bliźniaki i kupe obowiązków i pośpiech,ale staram się! Jak analizuję swoje życie to teraz widzę jak ważna jest podświadomość i ile może,a dot tego dieta!Dziękuję Grzesiu za to wszystko bo w każdym momencie teraz kiedy mam doła przypominam sobie o wszystkich sprawach które poznałem dzięki Tobie! a jeszcze wielu nie przeczytałem."

I dalej...

"... Obecnie tworzę tablicę wizualizacji, na której wieszam zdjęcia zawierające moje i nasze(moje i żony marzenia), które jak wierzę się spełnią. Uwierzyłem, że z rakiem można wygrać, a teraz wierzę w to jeszcze bardziej, że człowiek ma tą moc i energię, że potrafi sprostać wszystkiemu! Przypomina mi się ciągle historia jak byłem mały i ciotka umarła na raka płuc, wtedy mam mówiła że bardzo płakała ciotka przed śmiercią, a ja zapytałem "skoro nie chciała umierać to nie mogła się zawziąć i powiedzieć nie , nie umrę i nie dać się?!" dziś znam odpowiedź : mogłaby gdyby uwierzyła, że da radę. Jak tak czytałem i oglądałem te filmy które polecasz , a potem je analizowałem w swojej głowie i korelowałem ze swoimi obserwacjami to na prawdę należałoby zadać światu pytanie, dlaczego nas okłamują i dlaczego pieniądz jest ponad wszystko? a jeśli chodzi o samouleczenia to nasuwa mi się ciągle zdanie z ksiżki Murphego "nie ma chorób nieuleczalnych, są tylko ludzie nieuleczalni"... Pozdrawiam, Dariusz"

Nawiasem mówiąc, ciekaw jestem ilu z Was zrobiło swoje Mapy Marzeń ? :) chcecie się pochwalić ? :)


Jeśli zostawiasz komentarz i chcesz, aby Ci odpisał Krystyno lub ktokolwiek inny - zostaw proszę swój email :) Nie, mojej książki póki co nie można kupić, bo ZłoteMyśli zmieniły zdanie i nagle książka przestała być "spójna z misją wydawnictwa" oraz muszą brać pod uwagę "rachunek kosztów" :/ Może Ty znasz kogoś, kto chciałby ją wydać ? :) Dopisałem jeszcze 4 rozdziały :)) O czym jest moja książka... cóż, nazwałbym ją intymnym wyznaniem pacjenta szpitala onkologicznego lub relacją od środka, czyli jak wygląda chemia z punktu widzenia pacjenta. A może zamieszczę ją osobno ? i wpłacicie dowolną kwotę, jeżeli uznacie, że jej treść jest dla Was coś warta ? :)


Jeżeli zainteresowała Cię treść tej wiadomości, zaprenumeruj ten blog i bądź na bieżąco! Wiadomości będą przychodziły na Twoją skrzynkę pocztową :) Jeżeli posiadasz konto na którymś z portali społecznościowych, podziel się tą informacją ze znajomymi :) Poniżej masz odpowiednie wtyczki.

sobota, 18 grudnia 2010

Historia z mięsem i cukrem z tle


Naszło mnie dzisiaj, aby przytoczyć fragment własnej historii ze szpitalnego łóżka, kiedy to i ja zmagałem się z nowotworem. A że doceniłem znacznie bardziej niż lekarze wartość leczenia żywieniowego o co będę zabiegał, o czym będę krzyczał i o co będę apelował... stąd niniejszy wpis.

Czas: Listopad 2008
Miejsce: Centrum Onkologii - Instytut im. M. Curie-Skłodowskiej w Warszawie
Piętro V - Klinika nowotworów układu chłonnego, czyli chłoniaki po prostu. Korytarz.
Osoby występujące: Ja - Grzegorz (G), Pani Doktor (PD) - nie wiem czy zgodziłaby się, więc jej nazwiska nie przytoczę, ale dodam, że pełni funkcję sprawozdawcy na kolegiach i jest cenionym onkologiem.

G: Pani doktor, chcę prosić o zmianę diety na bezmięsną
PD: Dobrze, skoro Pan nie toleruje mięsa to proszę bardzo
G: Nie, nie, fakt, że po mięsie kiepsko się czuję, a jednak dostajemy je 2 x dziennie (!), ale nie wydaje się Pani nieco niewłaściwe przyjmowanie mięsa w takiej chorobie ?
PD: Co ma Pan konkretnie na myśli ?
G: Z tego, co naliczyłem do tej pory wlano we mnie ok 60 litrów antybiotyków. Już na biologii uczą, że antybiotyki wyjaławiają m.in. florę bakteryjną w jelitach, a probiotyki dostałem dopiero tydzień temu, wiec jeśli do wyrżniętych w pień kosmków jelitowych płaskich jak dywan Alladyna wrzucę mięso... to co będzie je miało trawić ?
PD: Nie wydaje mi się, aby to było właściwe podejście :)
G: Chodzi mi o to, czy to mięso nie gnije mi w jelitach i nie zatruwa ponownie organizmu, który i tak jest obciążony chemią, tzn. moja wątroba ?
PD: (chwila ciszy)... Być może ma Pan rację.
G: No dobrze, Dziękuję, to proszę o zmianę w rozpisce kuchennej.

Dalszych komentarzy na temat diety nigdy więcej nie usłyszałem.

Historia ta choć krótka w brutalny sposób pokazuje w jaki sposób nasi lekarze nie widzą OCZYWISTEGO związku między leczeniem a dietą / żywieniem. Z tego, co pamiętam o antybiotykach uczyli Nas już w IV albo VI klasie podstawówki :( gdy wprowadzono temat penicyliny jako pierwszego antybiotyku.

O mięsie nie ma sensu się rozpisywać (chyba, że jeszcze kiedyś to zrobimy), każdy przytomny i świadomy pacjent zdaje sobie sprawę, że to zakazana potrawa w tej chorobie.

Podobnie jest z cukrem... na sali szpitalnej podaje się słodki kompot i słodzoną herbatę. Nie robi to na nikim wrażenia, że chore komórki wykorzystują metabolizm glukozy do wzrostu, a bynajmniej, że glukoza gromadzi się w okolicach największych stanów zapalnych (vide Antyrak: Dr Schreiberg - rozdział Rak jako niegojąca się rana). W końcu w trakcie badania PET podaje się nic innego jak pierw. promieniotwórczy i... właśnie glukozę, która w połączeniu z nim dosłownie świeci na ekranie komputera (!!) wskazując lekarzom największe zogniskowanie glukozy mogące wskazywać na tzw procesy rozrostowe.

Ale Ci sami lekarze nie widzą związku między cukrem podawanym w szpitalnej diecie, a chorobą :(
Pragnę tylko wymienić, iż sam dr Schreiber wymienia wzrost spożycia cukru na głowę mieszkańca białego świata z 3 do 70kg ROCZNIE jako jeden z elementów tworzących epidemię raka na świecie.

Poniższy filmik ukaże coś więcej.

Dodatkowo trzeba powiedzieć, że cukier jest czynnikiem prozapalnym i zakwasza organizm. Organizm chcąc zalkalizować krew podejmuje walkę czerpiąc z magazynu składników mineralnych i witamin. Dodatkowo jak wykazał dr Rybczyński (odkrywca preparatu ANRY) - grzyb i guz to dwa bratanki. Tam, gdzie w organizmie znajduje się guz wysoce prawdopodobne, że istnieje również grzyb. Grzyb wytwarza dookoła guza kwaśną otoczkę pleśniową blokującą do niego dostęp limfocytom, DLATEGO tak ważne jest, aby połączyć (jeśli to konieczne) leczenie tradycyjne z DIETĄ. Nasz organizm z pewnością będzie Nam wdzięczny.

A jeżeli już ktoś musi słodzić, bo bez tego jego życie traci sens polecam syrop z Agawy. Cena to kilkanaście do kilkudziesięciu złotych za pół litra do dostania w zdrowych sklepach. Jeżeli ktoś decyduje się na miód to proszę pamiętać, iż powinien być dodany do ciepłego napoju, a nie gorącego.




---
Jeżeli zainteresowała Cię treść tej wiadomości, zaprenumeruj ten blog i bądź na bieżąco!

piątek, 3 grudnia 2010

Przepis na sukces :)

Jedna z moich czytelniczek po lekturze mojej książki "Przeżyłem" przysłała mi maila o takiej o to treści :)

Załączam najlepszy fragment.

"Drogi Grzegorzu!!
Lzy szlochanie,wielka nadzieja,wiara.

Przezylam ta sama chorobe (rak pluc,nie operacyjny blisko aorty)4x3 cykle chemioterapi+35 naswietlen

Stosowalam diete dr.Schreibera,i czesciowo dr,Gersona (oczyszczanie watroby,lewatywa)Dr.Simoncini(syrop klonowy+soda oczyszczana+prf.Tombak po kazdej chemi pilam 2 l.dziennie siemie lniane ,oczyszcza organizm z chemi. Ostatni CT- contrast moje pluca czyste. Mieszkam w Stanach Zjednoczonych ,lekarze doznali lekkiego szoku -jak ja to zrobilam."

Potrzebującym życzę smacznego :) a sceptykom większej wiary nie w samego człowieka, ale w Naturę, wszak już Paracelsus powiedział, że "Cuda NIE SĄ sprzeczne z Naturą... ,ale z tym, co o Naturze wiemy".

---
Jeżeli zainteresowała Cię treść tej wiadomości, zaprenumeruj ten blog i bądź na bieżąco!

niedziela, 21 listopada 2010

"Przeżyłem" - opowieść człowieka, który postanowił żyć dalej

Grzegorz (32 lata), mój stary dobry znajomy, który przed dwoma laty trafił na onkologię z wielkim guzem w klatce piersiowej, przetrwał chemioterapię i wyleczył swój nowotwór. Po guzie nie ma już śladu. Niedawno ukazała się jego książka w której dokładnie opisał przebieg choroby i sposób w jaki powrócił do zdrowia. Książka dostępna jest a darmo po tym linkiem: http://przezylem.zlotemysli.pl/edytor,1/

---
Jeżeli zainteresowała Cię treść tej wiadomości, zaprenumeruj ten blog i bądź na bieżąco!

piątek, 5 listopada 2010

Śmierć, która jest sukcesem

Fragment książki Caroline Myss pt. “Anatomia Duszy”:
Pogląd, że śmierć oznacza porażkę, jest kwestią sporną w holistycznym podejściu do zdrowia. Nasz umysł ma skłonność do oceniania wszystkich sytuacji w kategoriach dobra lub zła, wygranej lub przegranej. Gdy jakaś osoba nie odzyskuje zdrowia, ludzie błędnie wnioskują, że nie starała się o to wystarczająco mocno. Śmierć nie oznacza przegranej. Śmierć jest nieodłączną częścią życia. Wiele osób umiera, odzyskawszy zdrowie psychiczne i emocjonalne.

czwartek, 31 grudnia 2009

Rak JEST uleczalny! - Grzegorz jest już zdrowy.

Przed 16 miesiącami u Grzegorza, mojego dobrego znajomego wykryto wielkiego chłonniaka w przestrzeni między sercem a płucami. W ciągu tygodnia trafił on do Centrum Onkologii na Ursynowie i przez następne pół roku przeszedł przez 6 cykli chemioterapii. Przyszedł do szpitala z chłonniakiem i opuścił szpital z chłonniakiem – dużo mniejszym niż na początku, ale wciąż z chłonniakiem. Chemioterapię oficjalnie zakończono w kwietniu 2009 roku, Grzegorz jednak sam kontynuował leczenie nowotworu kilkoma terapiami alternatywnymi, które rozpoczął będąc jeszcze w szpitalu.

wtorek, 30 grudnia 2008

Rak jest uleczalny

W wigilię około południa odwiedziłem Grzegorza w szpitalu “Centrum Onkologii” na Ursynowire. Przed czterema miesiącami wykryto u niego chłonniaka – złośliwego nowotwora układu limfatycznego i od razu skierowano do szpitala na chemioterapię. Guz usadowiony w przestrzeni między sercem a płucami, który początkowo miał rozmiary 12 cm na 8 cm zmniejszył się już o połowę. To dobry znak.