poniedziałek, 10 listopada 2014

Pożegnanie z blogiem cz. 2


Dziś będzie wisienka na torcie, choć smakowita, obfita w ilości i kształcie, ale chcę mieć poczucie, że tego bloga wycisnąłem jak cytrynę i dostałeś absolutnie Wszystko :) a dostałeś, lecz sądzę, że nie będziesz miał mi za złe, gdy jeszcze tchniemy trochę życia w strapione życie zdrowiejących :)

Zaczniemy historią Magdy, która pokonała endometrium. Magda opisała swoją historię niedawno, więc możesz ją łatwo wyszperać (nie, nie dostaniesz linka). Wiesz co było najciekawsze w tym studium przypadku rozumianego również jako lustro dla relacji międzyludzkich... że gdy odpięła się od matrixa tego zjawiska zaczęła doświadczać po prostu ataków na siebie ze strony chorujących (bo zdrowiejąca chciała być tylko ona). A jak to zrobiła ? po prostu przestała się utożsamiać / identyfikoać z nimi i z tym zjawiskiem !! A odpięła się bardzo prosto... zerwała kontakt z tzw. grupą wsparcia. Z pomocą p. Teresy poczuła się na tyle silna, że postanowiła kroczyć sama. Bo co jej po grupie tzw. wsparcia, choć w tym przypadku powinno się ją chyba nazwać "grupą wyparcia" jeśli była jedyną, która rozumiała te subtelne różnice chociażby w słownictwie, które tłukę Ci do głowy od jakiegoś czasu. Czułbyś wsparcie w takiej grupie ? ja nie. To tak jak w tej bajce o królu (którą już opowiadałem), którego dworzanie napili się z zatrutego źródła i oszaleli, a ponieważ on pozostał przy zdrowych zmysłach, wszyscy myśleli, że to właśnie z nim jest coś nie tak, piękne prawda ? więc załamując ręce słysząc diagnozę może przyjdzie Ci przez myśl, że te wszystkie osoby padły "ofiarą" snu Szalonego Kapelusznika rodem z bajki o Alicji ? bo jeśli dziś zapytałbym każdego pacjenta wprost "skąd wiesz, że Nu jest be ?" to dojdziemy do kilku zbliżonych odpowiedzi o podobnej treści: najpierw większość zgodnie powie "wszyscy dookoła mówią, że jest be, więc jak może być inaczej", później znajdziemy "skoro lekarze nie znają 100% sposobów to co ja mam powiedzieć...", dalej "nie jestem lekarzem, więc...", i na koniec "skoro tylu osobom się nie udało dlaczego mi ma się udać, jeśli nawet celebryci....". Obraz umysłu pacjenta w kilku słowach. Tak, zdarzają się wyjątki, które potrafią dosłownie porzucić tę bajkę, odpiąć się od tego pola informacji i samodzielnie szukać, szperać, czytać i pracować nad sobą. A teraz niespodzianka dla śpiochów :) To, że percepcja i TWOJE PRZEKONANIA NA TEMAT SWOJEGO ZDROWIA I ZDROWIENIA mają WPŁYW na ten proces jest FAKTEM UDOWODNIONYM NAUKOWO :) Jeśli w tym momencie przez Twoją głowę nie przeleciała fala "aaaahaaaaa" połączonej z entuzjazmem to doprecyzuję, że mówiąc percepcja mam na myśli to Jak Siebie Postrzegasz / Widzisz.Więc pozwól, że zadam Ci teraz bardzo proste pytanie... jeśli to jak myślisz i jak czujesz NA SWÓJ TEMAT MA WPŁYW na Twój proces zdrowienia to jak zaczniesz myśleć od chwili obecnej o sobie i procesie, który właśnie przechodzisz ? A jeśli potrzebujesz naukowego dowodu to niech przemówi światowej sławy odkrywca "Biologii przekonań" - film celowo wklejam od pewnego momentu, jest kluczowe, abyś obejrzał chociaż tę część do końca: http://youtu.be/qy29WIZxUOU?t=49m57s

Zatem Magda się rozpisała, która potwierdzi i zauważy to i owo  :))
"Pamiętaj, że jeśli Ty nie zabierzesz głosu w swojej sprawie, nie zrobi tego nikt"

Te słowa przeczytałam w pierwszej części pożegnania z blogiem napisanej przez Grzesia i mocno zwróciły moją uwagę i jak ja to mówię, dotarły do serca....czyli poruszyły odpowiednie struny...

Trochę czasu zajęło mi zrozumienie tej prawdy, która moim zdaniem jeśli stanie się świadoma i zamanifestuje w naszym życiu jest w stanie uleczyć nas ze wszystkiego, bo cała siła do tego by uzdrowić samych siebie jest naprawdę w nas i to my jesteśmy za to odpowiedzialni, tylko my..

Myślę, że większość z nas, tak jak i ja, nie wiedziała o tym. Nikt mi wcześniej nie przedstawił tej prawdy. Nikt mi o tym nie powiedział. Nie wiedziałam, że mam w sobie taką moc. Moja wizja postrzegania siebie i świata była raczej negatywna, ciemna, mroczna, pesymistyczna.  Byłam biernym odbiorcą tego co mi mówiono i kazano robić i przyjmowałam to za prawdę, nie zadawaj-ać zbyt wielu pytań.

 Mam nieodparte wrażenie, że telewizja i przekazy z niej płynące faszerują nas fałszywymi wiadomościami każdego dnia.
Czy kiedykolwiek zwróciliście uwagę na ilość reklam lekarstw, tabletek przeciwbólowych, środków przyspieszających odchudzanie, leków na grypę, etc.
Jakby producenci lekarstw chcieli poprzez te reklamy wręcz zachęcić nas do chorowania.
Piękne, kuszące opakowania cud leków, które wręcz obiecują uzdrowienie z chwilą ich spożycia.
Nie zwracałam na to wcześniej uwagi ponieważ sama byłam uzależniona od brania tabletek przeciwbólowych. Brałam leki przeciwbólowe nawet jak pojawiał się u mnie najmniejszy ból głowy. Nie umiałam wtedy inaczej. Nie umiałam połączyć faktów i zastanowić się, że ten ból głowy może na przykład wynikać z niedoboru płynów w organizmie. Nie wiedziałam, że można inaczej. Może dlatego, że byłam wychowywana w takim, a nie innym domu, z takimi a nie innymi rodzicami. Ale nie będę tu nikogo za nic
obwiniać, bo całkiem niedawno zrozumiałam, że obwinianie kogoś innego, to tak jakby obwinianie samego siebie, które do niczego tak naprawdę nie prowadzi.
Myślę, ze tu po prostu chodzi o to by już nie rozstrzasac przeszłości, tylko wziąć odpowiedzialność za siebie samego!
I wtedy nie będzie potrzeby żeby kogokolwiek, o cokolwiek obwiniać. Bo nasze życie jest naprawdę w naszych rekach, jeśli tylko tego chcemy.

W moim przypadku, dopiero niestety kiedy zachorowałam moje myślenie zaczęło ulegać przemianie oraz mój sposób postrzegania samej siebie i życia zaczął ulegać zmianie.
 Opisałam swoją historię na blogu, więc w tym poście nie chcę jej powtarzać, ale dzięki chorobie jaką przeszłam moje życie uległo wielkiej zmianie i zmieniło się na lepsze!
 Był to bardzo trudny czas i nie chcę już do tego wracać, bo tak jak pisze Grzesiu swoją świadomość ukierunkowałam na ZDROWIE, SZCZĘŚCIE, SAMOSPEŁNIENIE, RADOŚĆ, bo wierzę i zauważam, że sygnały i myśli jakie wysyłamy naszemu CIAŁU są przez nie odbierane na POWAŻNIE i ciało jakby dostosowuje się pod nasze myśli i życzenia, więc naprawdę trzeba być uważnym na sygnały i myśli jakie się wysyła CIAŁU, bo ono je po prostu spełni!

Kiedy dowiedziałam się, że Grzesiu rozpoczyna proces żegnania się z blogiem również postanowiłam podzielić się z Wami swoimi refleksjami, tym bardziej, że Grzegorz i jego blog oraz opisywane w nim historie rożnych ludzi był dla mnie takim zapłonem do zmiany i dziękuję Wam dziś za to!
 Popatrzyłam sama na siebie i swoją historię wstecz na zasadzie takiej refleksji i pewnego rodzaju podsumowania w moim życiu, aby przejść z wdzięcznością do następnego rozdziału.
Wierzę, ze zakończyłam etap chorowania i tak jak pisałam wyżej rozpoczęłam etap zdrowia, radości, pozytywnego myślenia. Kilka tygodni temu pojechałam na kontrole do mojej lekarki ginekolog Preeti Agrawal, we Wrocławiu, którą z całego serca polecam kobietom. Wyniki moje są bardzo dobre, poprawiły się!
 Bardzo się ciesze i czuje ogromna wdzięczność do Boga, do siebie, bo wiem, ze gdyby nie wysiłek jaki sama włożyłam w swoja przemianie wyniki nie byłyby takie zadowalające. Odczulam wielka ulgę po spotkaniu z moja doktor i ryczałam, ale ryczałam ze szczęścia i ulgi....
Ostatnie dwa lata zdrowienia mojego nie należały do najłatwiejszych, tak naprawdę były dla mnie bardzo trudne, ale ten wysiłek się opłacił bo wszystko jest w porządku oraz pojawiała się we mnie taka naturalna motywacja aby ten stan utrzymać, aby stal się częścią stalą mojego życia.

Na samym początku miałam wrażenie, ze zmiana diety i rezygnacja z rzeczy które bardzo lubiłam, a które niekoniecznie mi służyły to był pewien rodzaj kary dla mnie, która miała mi później zagwarantować zdrowie. Czyli coś w rodzaju, ze odpękam swoja pokutę i będę miała święty spokój, a później wrócę do starych nawyków. Czułam jakby ktoś się sprzysiągł przeciwko mnie i kazał zrezygnować mi ze stylu życia jaki lubię, kazał jeść mega zdrowe i niesmaczne rzeczy, pic ohydne zioła i jeść dziwnie
smakujące suplementy mające na celu pobudzenie mojego układu odpornościowego. Odczuwałam w związku z tym dużo złości i żalu, jakbym miała jakaś zadośćuczynną pokutę odprawić. To był ten etap pierwszy mojego zdrowienia.

Ale wraz z upływem czasu,(który jak się okazało stal się moim przyjacielem), kiedy zaczęłam pracować nad swoimi emocjami zaczęłam inaczej spostrzegać swoja rzeczywistość. Nagle słowo POWINNAM, MUSZE, zamieniło się na CHCE i LUBIE, bo zauważyłam wyraźnie kilka rzeczy podczas mojego procesu zdrowienia.

Zauważyłam, ze jedzenie jakie spożywam każdego dnia ma znaczący wpływ na to jak się czuje i jak wyglądam. Ma wpływ na moje psychiczne i fizyczne samopoczucie. To co wkładamy do ust w postaci jedzenia i napojów oddziałuje na nasze ciało w konkretny sposób i nie ma co z tym polemizować, to jest po prostu fakt!

Kolejna rzecz jaka zauważyłam, ze to co myślę na swój temat, na temat świata, ludzi tez ma na mnie wpływ. Ogromny wpływ. Ponieważ moje myśli i emocje tez SA POKARMEM! To było dla mnie mega hiper wielkie odkrycie! MOJE MYŚLI I UCZUCIA, OPINIE, NASTAWIENIE DO ŚWIATA tez jest POKARMEM.  Zaczęłam więc zwracać uwagę na to co myślę i odkryłam no niefajne rzeczy...
Zaczęłam je kwestionować i robię to do dzisiaj...Wiem już teraz, ze jest to proces i nie ma na to deadline, kiedy się to ukończy. Jest to dla mnie chyba jedno z największych w życiu wyzwań.

Kwestionowanie swoich przekonań, stereotypów, utartych opinii, tego negatywnego programu windows jaki został mi wgrany w głowę wiele lat temu. Jest to mega wyzwanie, ale kiedy obalam kolejne mity, kiedy mury fałszywych przekonań padają czuje ulgę, znika napięcie, czuje ze widzę wyraźniej i czuje się bardziej sobą. Ta prawdziwa... Kluczem do zdrowia i szczęścia jest ŚWIADOMOŚĆ, ale tak jak Grzegorz pisze, nie można jej nikogo nauczyć, ona się zadziewa. Ale jest dostępną dla każdego, nie tylko dla wybranych.Trzeba tylko jej chcieć i być uważnym a potrafi dokonać cuda.

A teraz dla "niewiernych Tomaszów" przedstawiam wersję na twardo :) Podobną kiedyś poczynił Rafał osiągając niebotyczne efekty ze swoją mamą, ciekawe czy ktoś znalazł jego historię ? Ta historia Józefy pokazuje, że 1- można, 2- można w każdym wieku, 3- choroby złotego wieku ? jakie choroby :) chylę czoła ! normą powinno być zdrowie. A jeśli jest inaczej... to może czas pomyśleć inaczej.

Witam.
Dzięki Grzegorzu, bo Twoje artykuły (3 lata wcześniej) były początkiem wszystkich zmian jakie nastąpiły u mnie i WIARA zawsze intuicyjnie mnie kierowała po wszystkich artykułach na Twoim blogu i póżniej po innych.


Uczestniczę od czewca br. razem z synem w programie EFS " To ja kształtuję swój los".
Przedstawiając się każdy uczestnik opowiadał czym się fascunuje no  i oczywiście mój przypadek zaiteresował wszystkich i przygotowałam wykład o zdrowym odżywianiu  oto fragment :

ZDROWE odżywianie
Jestem/BYŁAM chora na cukrzycę od 1993 roku a insulinę biorę od 1999r czyli od  15 lat.

Były do dawki 50-60 jednostek insuliny dziennie, a obecnie biorę do 5(8) jednostek, a nieraz wcale.
Leki na serce, nadciśnienie, cholesterol, wzrok i inne ograniczyłam do 10% tego co miałam zlecone.

Jak to zrobiłam – oczywiście sama czytając artykuły w Internecie o zdrowym odżywianiu, o różnych dietach.

W pierwszej kolejności  zastosowałam dietę według 5 przemian i dietę rozdzielną – nie łącząc białka z węglowodanami , tj. białka + warzywa i owoce lub węglowodany + warzywa i owoce, a obecnie od 2 lat piję zielone szejki tj. soki owocowo-warzywne a od roku zażywam codziennie witaminę C w proszku (kwas L-askorbinowy).
W czasie posiłków nie popijamy, dopiero po ok. 15-30 minutach.
Zaczynamy włączać stopniowo soki owocowe, później dokładamy po trochę zieleninę.
SOKI / SZEJKI wyciskamy w blenderze, sokowirówce  a najlepiej w wyciskarce do soków.

Dzień zaczynam od wypicia na czczo:

- 1 szklanki wody mineralnej + sok z ½ cytryny + ciepła woda  przegotowana
- 1 szklanki wody mineralnej + ¼ łyżeczki soli morskiej + ciepła woda przegotowana

- mała gimnastyka na „rozciągniecie się” 10-15 minut

- śniadanie: szejk 1 szklanka , po ½ godzinie surówka + 1 kromka chleba na zakwasie z masłem i warzywa ze słoika np. sosy paprykowe ( bez bułeczek i białego pieczywa), lub kasza z warzywami + herbata ziołowa lub owocowa,
- 2 śniadanie: dowolny owoc lub owoce
- obiad; zupa mała porcja + 2 danie składające się z białka + warzywa ( np. mięso+ warzywa), lub węglowodany + warzywa ( np. ziemniaki z koperkiem i odrobiną śmietany + warzywa lub jakaś kasza z warzywami), np. warzywa duszone – cukinia + pomidory itp.
-po ½ godzinie szejk 1 szklanka,
- w międzyczasie popijam wodę mineralną lub rozcieńczone soki własnej roboty,
- kolacja: robię zielone szejki ( zajmuje mi to około 1 godziny razem z myciem wyciskarki, owoców i warzyw)
Płuczę  owoce i warzywa około 1minuty w kwasku cytrynowym i 1 minuty w sodzie oczyszczonej ( zakupuję na allegro 1 kilogramowe opakowania ),  potem dokładnie płuczę w wodzie;
60% =  1 talerz owoców – jabłko, gruszka ze skórką, banan, kawałek pomarańczy (obrane), jakaś śliwka ( nektaryna lub kiwi ze skórką), jak drogie owoce dodaję marchewkę + jabłko+gruszka
40%=   1 talerz warzyw zielonych ( garść szpinaku, kawałek brokułu, zielonej papryki, parę liści sałaty, ogórek zielony, cukinia, zielona pietruszka, seler naciowy , liście pokrzywy lub lebiodki, ( co jest tanie – jak droższe to dodaję liście kapusty białej , włoskiej,
Do szejków dodaję ½ do 1 szk. wody mineralnej lub przegotowanej.

- wyciskam około  – 800 ml soku owocowego ( 2 filiżanki pałaszuje mąż i syn na kolację)  do pozostałej części soku owocowego ok.400 ml   wyciskam zielone warzywa i  wychodzi około 800 ml szejka – wypijam 1 szklankę  na kolację, resztę  zamykam w hermetyczny  słoik i chowam do lodówki na następny dzień (śniadanie i obiad po 1 szklance ).

Na kolację jak jestem głodna dojadam owoce lub coś innego np. z obiadu.

Gotuję dla całej rodziny wg 5 przemian, nie używam cukru (słodzik ze stewii lub ksylitol), słodyczy, kawy, herbat czarnych  itp.
Cukier,  słodycze, mięso, wędliny  organizm odrzuca, nie chce się ich dużo jeść.
ALE ZA TO MA SIĘ WSPANIAŁĄ WERWĘ DO  ŻYCIA.
Dużo czasu spędzam na działce zawsze coś robiąc lub chodzę na kijki.

Nieraz coś podjem jak organizm się domaga i cukier nie podskakuje w górę.

Nie chce się dużo jeść  bo zielone szejki są bardzo wartościowe i zaspokajają mnie .
Jestem „ lekka”, schudłam z 68 kg do 55 obecnie kg.

Wyniki krwi mam bardzo dobre, cholesterol i inne parametry krwi mam w normie !!
Zmiany nastąpiły również wokół mnie tzn. widzę lub bardzo staram sie widzieć ludzi pogodnych, skupiam się tylko na pozytywnych rzeczach.
Nie ma u mnie słowa NIE, CHOROBY jest tylko ZDROWIE i HARMONIA.
Można ? można :))

Jeszcze jedna historia Ani. No już wytrzymasz :) zaraz idziemy do Domu. Oceń sam, wnioskuj, medytuj, kontempluj, rozmyślaj, rozsądzaj, destyluj ;) analizuj i modeluj do woli. Bylebyś miał z tego korzyść i nie krzywdził innych, w tym swoją ignorancją. Bo jak widzisz po tych kilkunastu zdaniach, że o filmie nie wspomnę, Nasz Świat, który serwują nam dookoła ma się tak do Prawdy O Nas Samych jak kwiatek do kożucha. Ale pamiętaj: Ty Wybierasz Źródło Informacji. Aha, wiesz czemu słuchanie Serca jest tak ważne ? bo Serce jest Wolne Od Manipulacji :) ono po prostu WIE, a z umysłem można zrobić wiele, co wiedzą chociażby spece od reklamy, w końcu za chwilę Święta :)

Witaj Grzegorzu!
Skoro jest to definitywne pożegnanie z blogiem,to ja również chciałabym się z Tobą pożegnać. Chcę Ci podziękować za tego bloga i cóż,nie ukrywam,że będzie mi go brakowało.Wydaje mi się ,że rozumiem twoją decyzję. Właściwie,to przekazałeś wszystko ,co jest niezbędne ,aby ludzie byli w stanie pomóc sobie i swoim najbliższym,ale,jak to mówią, można wyleczyć każdą chorobę,ale nie każdego człowieka. Ja nie byłam w stanie uratować mojego taty, ale ratuję siebie,a teraz także moją mamę i córkę. Mama pije mnóstwo ziół, bierze przeróżne specyfiki na podniesienie odporności, bierze cordyceps, ostropest, zbieram dla niej i ubijam w moździerzu korzeń mniszka itp....OB spadło z 85 na 45 po miesiącu,kaszel ustąpił i ani razu nie było konieczności inhalowania się sterydami.Czego więcej chcieć.... teraz sama sumiennie parzy vilcacorę, chociaż protestowała, gdy próbowałam ratować tatę, nazywając to szarlataństwem. Córka jest w trakcie diagnostyki,ale w zasadzie to zrobiło mi się wszystko jedno, czy jej choroba ma podłoże genetyczne czy metaboliczne. Pojadę z nią 21-go do Krakowa,aby się tego dowiedzieć,lecz tłoczę w nią treści zawarte w książkach Bartletta,które za twoją poradą kupiłam.Już nie zastanawiam się, dlaczego mnie to wszystko spotyka. Odpowiedzi znalazłam na blogu.One tam od dawna były, tylko czekały abym je odnalazła. Wielu moich znajomych również korzysta z Twojego bloga. Ja mozolnie przerabiam lekcje, które mi życie przygotowało do odrobienia. Czeka mnie jeszcze mnóstwo pracy nad sobą, ale chyba jestem na dobrej drodze. Myślę,że ta droga ,którą wskazałeś na blogu jest jedyną właściwą, choć nie zawsze odpowiadał mi sposób przekazywania pewnych treści, no ale może właśnie tak trzeba......czyż nie jest najważniejszy efekt koncowy? [ usunięte słowa pochwały] Choć wydawało się,że wszystko zostało już powiedziane, to w każdej twojej wypowiedzi można było znaleźć jakieś nowe przesłanie. Życzę Ci dużo pozytywnej energii wokół i mądrych ludzi . Mam nadzieję,że jeszcze kiedyś zechcesz podzielić się z ludźmi swoimi przemyśleniami. Dziękuję Ci i wszystkiego co najlepsze dla Ciebie.  Anna
 A dzisiejszy dzień zakończy wiersz, który wybrała Magda:
Chcę dziś podziękować sobie, Grzesiowi, Wam wszystkim czytelnikom, tym którzy napisali tu swoje historie, tym którzy może jeszcze coś napiszą, wszystkim współtwórcom tego bloga, Pani Teresie i innym terapeutom i dedykować Wam na koniec, a właściwie DOBRY I PIĘKNY POCZĄTEK:-) W CO MOCNO WIERZĘ mój ulubiony wiersz:
Robert Frost
Droga nie wybrana

Dwie drogi w żółtym lesie szły w dwie różne strony:
Żałując, że się nie da jechać dwiema naraz
I być jednym podróżnym, stałem, zapatrzony
W głąb pierwszej  z dróg, aż po jej zakręt oddalony,
Gdzie widok niknął w gęstych krzakach i konarach;

Potem ruszyłem drugą z nich, nie mniej ciekawą,
Może wartą wyboru z tej jednej przyczyny,
Że, rzadziej używana, zarastała trawą;
A jednak mogłem skręcić tak w lewo , jak w prawo:
Tu i tam takie same były koleiny,

Pełne liści, na których w tej porannej porze
Nie znaczyły się jeszcze śladów czarne smugi.
Och, wiedziałem: choć pierwszą na później odłożę,
Drogi nas w inne drogi prowadzą-i może
Nie zjawię się w tym samym miejscu po raz drugi.

Po wielu latach, z twarzą przez zmarszczki zoraną,
Opowiem to, z westchnieniem i mglistym morałem:
Zdarzyło mi się niegdyś  ujrzeć w lesie rano
Dwie drogi; pojechałem tą mniej uczęszczaną-
Reszta wzięła się z tego, że to ją wybrałem.
Oczywiście wszystkie informacje powyżej możesz traktować jedynie w celach informacyjnych i edukacyjnych :) i nie mogą być wskazaniem do podjęcia jakiekolwiek kuracji lub jej zaprzestania, a każdą taką decyzję powinieneś skonsultować z mądrym lekarzem :) I dotyczy to całego bloga.

Koniec cz. 2 - przedostatniej :)
Dziękuję Ci za to, że Jesteś, że Chcesz i że w ogóle Ci się chce Wbrew Wszystkiemu i Wszystkim.


Jeżeli posiadasz konto na którymś z portali społecznościowych, podziel się tą informacją ze znajomymi :) Poniżej masz odpowiednie wtyczki.

niedziela, 9 listopada 2014

Poznaj historię pewnej rodziny... :) czyli dostałem taki list

Niech ten list i może jeszcze kilka, jeśli napłyną będzie taką pożegnalną inspiracją dla Wszystkich Wciąż Poszukujących :) można by z tego zrobić kolejny syndrom o groźnie brzmiącej nazwie "WWP" i zacząć sprzedawać na to tabletki ;) Tylko co zrobić z "WKZO" :)) czyli Wszystkimi Którzy Znaleźli Odpowiedź :)) Na to tabletki nie ma, brak również skutków ubocznych poza tym, że sieją dalej i zarażają innych do pozytywnych Zmian, można by rzec, że dzięki posiadaniu WKZO stają się etatowymi Zmiennikami albo Zmianowymi jak kto woli:))) "Zmiennik Mimo Woli" jak to brzmi :)) hmmm... już wiem, trzeba zasiać informacje, że WKZO prowadzi do syndromu odmienności społecznej a to się da leczyć ;) poza tym strach przez tym "co pomyślą inni" wielu już skutecznie wycofał na chwilę przed podjęciem ostatecznej decyzji i podążanie za WKZO stanowi groźbę"groźnych" następstw (ooo czyli mamy GGN) w postaci umiejętności słuchania siebie (USS), wykrywania fałszu w każdym słowie (WFKS) i konieczności radzenia sobie z odmianą dziwnych spojrzeń "otoczaków" :)) No to już zdzierży niewiele osób :)) chyba, że w końcu będą miały dość siebie i swojego życia i postanowią sobie WKZO zafundować :)) trzymamy zatem kciuki za epidemię WKZO, co by nie powiedzieć pandemię :))) i tak wciąż czekamy na "setną małpę" :) Czy tego chcesz czy nie Ja i Ty to Jedno :) Tak, termity i świnki morskie też :)))) i Pani Krysia też i Pan Władek też :)))

Dziś Paweł zaszczycił Nas opowieścią rodzinną, bo WKZO okazało się zaraźliwe również wśród członków plemienia :)) Chylę przed Wami czoła, dziękuję za Waszą otwartość i cenny dar dla całej społeczności zdrowo myślących :) Wielkie Brawa !!
- Mama przeczytała książki dr. Dąbrowskiej i od razu przeszła na post Daniela. Bała się trochę, czy jej się uda, a ostatecznie po tych 6 tygodniach rozpierała ją energia i żal jej było wracać do "normalnego" jedzenia:) Nie znam dokładnych liczb, ale przynajmniej 10kg poszło sio, to pewne, plus mamie zupełnie odeszły smaki na śmieciowe żarcie (przynajmniej na czas postu)

- Tata zainspirowany zmianą mamy też wziął się za siebie, też przeczytał książki dr. Dąbrowskiej. Nie poszedł aż tak ostro jak mama, trochę bardziej swoim sposobem, ale efekt taki, że 12 kg w dół, od razu lepiej mu się sport uprawia, przestało go boleć kolano, które od lat sprawiało mu naprawdę problemy (po prostu PRZESTAŁO, i tyle:) no i ogólnie rzecz ujmując czuje się dużo lepiej ze sobą. Na początku martwił się bardzo jak to będzie bez mięsa, a teraz z kolei mówi mi, że w ogóle nie odczuwa już apetytu na mięso i zawsze sobie sporządza jakiś bezmięsny obiad. Ewentualnie jakaś świeżo złowiona ryba ;) a tak to roślinki w przewadze i dobrze mu się żyje. Siły nie brakuje, a pracuje dosyć ciężko.

- I uwaga, hit hitów: mój dziadek. Lat 78, wciąż czynny zawodowo, odkąd pamiętam zawsze męczył się z nadwagą, tzn. męczył to może dużo powiedziane, bo jest wielkim smakoszem:) ale odbijało się to na jego zdrowiu w postaci problemów z kolanem, a ostatnio także cukrzycy, wysokiego cholesterolu i dny moczanowej (choć dziadek i tak uważam, że jest okazem zdrowia, taki tryb życia w większości przypadków odbija się na ludziach dużo bardziej, natomiast dziadek był zawsze pełen energii i zadowolony z siebie). Ale coś go w końcu ruszyło i po wielu średnio udanych próbach, zainspirowany przemianami innych, zapisał się do dietetyczki i rozpoczął zdrowy tryb życia:) Przez to mam na myśli: codzienny dynamiczny spacer, rower i basen. Ostatnio nawet zaczął mnie zagadywać, żebym nauczył go co i jak ma robić na siłowni. Do tego oczywiście zdrowe, nieprzetworzone jedzenie, rozpisane pod jego potrzeby (dziadek akurat nie zrezygnował z mięsa ale to moim zdaniem każdego sprawa indywidualna - dla niego działa dobrze). Efekty? Jak dotychczas 15kg w dół, 3 kg mięśni na plus (ha!), cholesterol w normie, cukier w normie, dna moczanowa wyleczona. ;)

Tym samym dziadek ostatecznie obalił argument pt. "młodym to łatwo, ja to już jestem za stary na takie zabawy". ;)
Więc jeśli ktoś cierpiał na nadmiar wymówek to mam nadzieję, że się skutecznie wyleczył :)) bez tabletek :)) i że dołączy do społeczności WKZO :)))) a Tobie z którymi literkami do twarzy ? :))


Jeżeli zainteresowała Cię treść tej wiadomości, zaprenumeruj ten blog i bądź na bieżąco! Wiadomości będą przychodziły na Twoją skrzynkę pocztową :) Jeżeli posiadasz konto na którymś z portali społecznościowych, podziel się tą informacją ze znajomymi :) Poniżej masz odpowiednie wtyczki.

piątek, 7 listopada 2014

Pożegnanie z blogiem cz. 1


Witaj Przyjacielu,

Nastał ten dzień w którym każdy z Nas pójdzie w swoją stronę.
W ten sposób chcę się z Tobą częściowo pożegnać i ogłosić, że zaprzestaję publikacji na blogu.
Do tej decyzji dojrzewałem dobre pół roku, a łatwo nie było. W końcu trudno rozstać się z dziełem nad budową którego spędziło się ponad 4 lata.
Możesz teraz zapytać: dlaczego ?
powodów jest kilka i nie wszystkie musisz zrozumieć, chodzi o moje osobiste odczucia.

Ten blog na początku był małym eksperymentem do którego zaprosił mnie Artur, w sumie i tak nie wierzyłem, że ktokolwiek zechce to czytać bez budżetu na promocję. Później stał się forum do nieśmiałego wyrażania własnych opinii, myśli i poglądów, później stał się hobby po godzinach, później pasją a na koniec częścią mojej małej misji, którą odkrywałem w sobie. Wszystkie puzzle zgrywały się w całość, dlaczego przeżyłem, po co i dla kogo. Choć to oczywiście nie jedyny powód. Może to za bardzo wydumane, ale tak to widzę dzisiaj i nie chodzi tylko o czytelników tego bloga. Nie przypisuję sobie żadnej misji dziejowej, ale po jakimś czasie pokonując kolejne szklane sufity własnych ograniczających przekonań doszedłem do wniosku, że drugiego takiego bloga w internecie nie ma. Więc tym bardziej się cieszę, że można inaczej :) W końcu kto Ci kiedykolwiek złożył świąteczne nie-życzenia :)

Zapisując kolejne kartki elektronicznego papieru i odpowiadając na kolejne maile coraz bardziej zdałem sobie sprawę z tego, że nie uda Nam się zbawić wszystkich. I dla czepialskich, nie chodzi oczywiście o Zbawienie sensu stricte, to zostawiam księdzu jak ktoś musi. Później dotarło do mnie, że jedynym wybawieniem dla tego świata jesteś TY :) Tak TY. Dobrze czytasz TY sam. Majowie witali się zwrotem "Ja jestem Innym TY". W tym wszystkim tak naprawdę chodzi o Ciebie, o kolejne wersje Ciebie. Tak Ciebie.

TY
TY  TY
TY TY TY
TY TY TY TY
TY TY TY TY TY

Balansując między walką z ciemnością a niesieniem kaganka oświaty uderzyło mnie pewnego dnia to, co sam wcześniej napisałem: "choroby tego świata będą istniały tak długo jak osoby, które będą wyznawały ich istnienie jako "czegoś złego" czegoś "do poprawienia" i w końcu będą istniały , jeśli damy wiarę w ich istnienie". Cicha prawda snująca się z kolejnych wierszy mówiła jasno, że nie jestem w stanie przekazać Ci całego doświadczenia, świadomości, choć mogę Ci przekazać część wiedzy, którą posiadłem. Ale i tak cała reszta należy do Ciebie. Nie mogę zrobić niczego za Ciebie, bo nie jestem Tobą. Wiele razy odpowiadałem na maile w których ktoś pisał, że jego ciało jest wyniszczone po serii chemii, lekarze rozkładając ręce i "niech Pan coś zrobi" albo co gorsza "w Panu ostatnia deska ratunku". Nie da się, przykro mi. Nie da się i zwalniam siebie z bycia dla kogokolwiek "ostatnią deską". Bieda tego świata polega na tym, że jesteśmy tak zahipnotyzowani całą otoczką, ilością świętych przekonań w które każe nam się wierzyć, że zapominamy, iż prawdziwy skarb leży w Nas samych. Niedawno przeczytałem w jakiejś książce, że "to co zabija to nie choroba, to brak pewności" ! Bo gdy zaczynasz wątpić w to, że wyzdrowiejesz (obojętnie czy pozwoliłeś, aby ktoś zasiał w Tobie taką wątpliwość czy to wynik autorefleksji) tak naprawdę zwracasz się ku drugiemu biegunowi nadając poważne znaczenie zjawisku z którym się mierzysz.

A jeśli Twoja uwaga idzie w kierunku nadania czemuś poważnego znaczenia tak jest to odbierane przez podświadomość, dalej definiujemy to jako problem albo wyzwanie z czego większość wybiera to pierwsze, bo przez myśl nam nie przejdzie, że słowa, których używamy mają również dla naszego ciała znaczenie, a później doświadczamy skutków naszego wyboru opłakując samych siebie. Dramat w kilku aktach rozgrywany tuż przed Twoimi oczami i między Twoimi uszami. A aby to zmienić, potrzebna jest Świadomość, której nie jestem w stanie Cię nauczyć ani przekazać. Ona się po prostu rodzi. I choć dla narodzin nowej świadomości zrobiliśmy na tym blogu wieeeeele teraz dostrzegam, że to zaledwie wierzchołek góry. Dlatego między innymi powstało Nu. "Nu" nie jest tylko pustym frazesem, abyś mógl na chwilę odwrócić swoją uwagę oraz by Twój umysł nie mógł znaleźć odpowiednika przez co nie nawiązał kontaktu z całym inwentarzem tego stanu rzeczy. Dr Bartlett napisał kiedyś, że "aby móc zmierzyć się z takim zjawiskiem jak rak potrzeba nowego paradygmatu postrzegania, bo gdy wchodzisz w kontakt z tematem raka nawiązujesz nieświadomie relację z całym ogromem emocji, cierpienia, domysłów, spekulacji, przekonań, badań, analiz, wyobrażeń i skutków wyborów, których dokonali także inni". Mówiąc inaczej, jako świeżo upieczony pacjent wchodzisz w pole informacyjne zjawiska z którego wiele osób nie zdaje sobie sprawy, a ponieważ stają się jego częścią są również pod jego wpływem podejmując wybory będąc w nim i właśnie je zasilając. I koło się zamyka. Dlatego też powstało "Nu". I dopiero niedawno, gdy zacząłem czuć fizycznie na sobie wagę i ciężar niektórych wypowiadanych słów zgodziłem się z dr. Bartlettem. Możesz poczuć o czym piszę, bo robiliśmy przecież takie eksperymenty.

A co to ma wspólnego z tym blogiem ? zabrzmi dla wielu osób trywialnie i może niezrozumiale, ale pomimo tego, że wyniki mam świetne mam takie wrażenie, że temat raka nigdy mnie nie opuścił. A cicha prawda jest taka, że cały czas ze mną jest. Poprzez kolejne posty, kolejne maile, kolejne historie i rozmowy. Kiedyś napisałem na tym blogu "nie walcz z chorobą, wspieraj zdrowie". Różnica jest zasadnicza ! Możesz zdrowo się odżywiać i robić wszystko, aby nie chorować. I możesz robić dokładnie to samo, aby być zdrowym ! W obu przypadkach masz rację. To trochę tak jak z odchudzającymi się paniami. Możesz się odchudzać, aby "nie być grubą" a możesz to robić, aby "czuć się ze sobą świetnie" albo "być atrakcyjną dla siebie" albo dla kogokolwiek chcesz. Widzisz różnicę ? Możesz się modlić o zdrowie, a możesz się modlić "aby nie był chory". Mało tego, nawet gdy użyjesz słów "aby wyzdrowiał" potwierdzasz tylko stan rzeczy. A to nie ja powiedziałem "Módlcie się tak, jakbyście to o co się modlicie juz było Wam dane". W obu przypadkach nawiązujesz nieświadomą relację ze zjawiskiem i obrazem, który sobie stawiasz przed oczami ! Dlatego wyobraźnia ma tak potężną moc ! Bo za każdym razem, gdy mówisz "nie być gruba" Twój umysl wyciąga z archiwum obraz "gruba", aby sprawdzić czemu to chcesz zaprzeczyć. No i problem gotowy. Podobne doświadczenie zrobiono kiedyś w pewnej firmie. Na maszynie do kserowania napisano kartkę "Nie wciskać czerwonego guzika". Całość obserwowano z ukrytej kamery. Wiesz ile osób dało się zwieść ? >;70% !! a przecież mówimy o osobach na stanowiskach, bardzo racjonalnych i inteligentnych !! Dlatego, gdy dostaję maila pt: "Nie czytaj tego maila, jeśli nie chcesz...." to jestem pewien, że w środku będzie jakiś "wkrętak" :) i bez faktycznego czytania ląduje w koszu.

I teraz wracając do bloga... chcę odpocząć, zdystansować się, zobaczyć jak wygląda mój mały świat bez Nu, choć było dla mnie błogosławieństwem. Zresztą nie tylko dla mnie. Dla Ani, Darka, Beaty, Karoliny i wielu innych niezwykłych osób, które dzięki temu blogowi poznałem. Chcę poczuć tę Wolność, którą wybrałem w szpitalu 5 lat temu. Wolność od zjawiska, które wszystkie te lata były motywem przewodnim tego bloga. Tylko proszę, nie pisz mi nic w stylu "bez Ciebie to....". Tak jak radziłeś sobie do tej pory tak poradzisz sobie i teraz.

Na tym blogu powiedziane zostało Wszystko, co jest potrzebne, abyś był zdrowy/-a. Ale jest też dla mnie jasne, że wiele osób po prostu lubi cierpieć. Lubimy się poużalać, pocierpieć (najchętniej w grupie, bo raźniej i cieplej) tylko później trudno nam zrezygnować z tego cierpienia i z tej grupy, tak jakby w naszej tradycji leżało jakieś dziwne przekonanie, że tylko przez ból... coś tu nie tak. Magda wyraziła to dobitnie w swoim liście.

Pamiętaj proszę, że jeśli Ty nie zabierzesz głosu w swojej sprawie, nie zrobi tego nikt. W końcu o Twoje życie tu chodzi ! nie oglądaj się na fundacje ani stowarzyszenia, mów o tym co Ci się nie podoba, uświadamiaj ludzi i stawiaj im fakty przed oczami. Niech sami dokonają wyboru ! Skąd firma X ma wiedzieć, że ich produkt jest do bani, jeśli jedyną reakcją jest brak chęci ponownego zakupu zamiast wysłanie rzeczowego maila. Skąd inni mają wiedzieć, że swoją sylwetkę, super cerę i piękne włosy zawdzięczasz diecie i zmianom, jakich dokonałaś w swoim życiu, jeśli boisz się o tym rozmawiać "bo co inni o mnie pomyślą" albo "co powiedzą". Podpowiem Ci: NIC nie powiedzą ! mają swoje życia i swoje problemy. Nasza porażka polega na tym, że w końcu podejmujemy ryzyko i robimy ze swoim życiem coś dobrego, a później dajemy się ponownie wcisnąć w jakąs nędzną foremkę przez idiotów, których jedynym zadaniem jest uwalać marzenia innych ludzi z otoczenia, bo samym nie mają odwagi by cokolwiek ze swoim życiem zrobić. Poza narzekaniem oczywiście, bo w tym są najlepsi. Ale zapewniam Cię, że kiedyś do Ciebie pzyjdą. Jeśli się odważysz być sobą.

Wspierałem wizję zdrowia, zwracałem Twoją uwagę na odpowiednie słownictwo, ale bez Ciebie nie zmienimy Niczego. W tym wszystkim chodzi o Ciebie. O Twoją Świadomość Siebie. Kim Jesteś, ile jest Ciebie w Tobie i jak wyrażasz Swoją Wielkość. A wierz mi, że Jesteś Wielki. Tylko zapomnieliśmy o tym jakiś czas temu. Ktoś Nam powiedział coś innego, od kolejnych usłyszeliśmy, a ponieważ wydawali nam się więksi i ważniejsi daliśmy im wiarę i na tym zbudowaliśmy swoją tożsamość. Daliśmy im wiarę... że mówią prawdę. Ale później z biegiem czasu, gdy ściany naszych wyobrażeń o sobie samych stawały się coraz grubsze i ograniczające zapomnieliśmy również o tym, że być może te "prawdy" wcale takimi nie były i świat poza murami własnych wyobrażen wygląda inaczej. A wierz mi, że wygląda. Ale nadszedł Czas, aby to sobie przypomnieć ! Nadszedł Czas Powrotu do Domu. Ciiii... nie musisz rozumieć. Głowa może mieć problem jak to ona :) poszukaj piętro niżej, tam jest Twój Skarb.

Koniec cz. 1 - nie ostatniej :)



środa, 5 listopada 2014

Współczucie

Natrafiłem w końcu na genialną moim zdaniem definicję współczucia. W sanskrycie współczucie zapisuje się jako współ-odczuwanie. Ale nie jest to wyręczanie i nie jest to litość prowadząca do uzależnienia.

Współczucie, to znaczy, zrobić wszystko, by ktoś mógł zrobić następny krok do przodu. To może też czasem oznaczać usunięcie komuś gruntu spod nóg, albo obudzenie go, czy przypomnienie mu jego odpowiedzialności. Często oznacza to kochanie kogoś w całości, razem z jego wszystkimi przebudzonymi i uśpionymi jeszcze częściami. Pomyśl o tym, że ci ludzie zasnęli w pierwszym etapie swojej misji. I miej respekt dla tych, którzy dobrze spali. [...] Nie zapominaj jednak jak trudny jest, bądź był, ten okres dla wielu ludzi. Spójrz na ten etap nowej orientacji, wtedy zrozumiesz, dlaczego ten poziom jest decydujący w kwestii, czy ktoś będzie chciał przechodzić przez ten proces, czy też nie. Jest to moment, w którym wielu ludzi odpada, bądź też bez reszty włącza się do programu.
Sam bym tego lepiej nie ujął :)
I pamiętaj, spełniane świadczenie staje się roszczeniem - jedna z prawd w socjologii.
Dlatego jeśli po serii maili dostajesz ode mnie odpowiedź tylko hasłowo nie strzelaj focha tylko postaraj się zrozumieć. Poza tym coraz częściej do mnie dochodzi, że podanie komuś gotowca na złotej tacy nic nie zmienia w jego podejściu. Bo prawdziwe intencje wobec siebie i zdrowienia sprawdzają się właśnie w momentach w których trzeba usiąść przy komputerze i samemu czegoś wyszukać. Bo jak to jest, że do chwili obecnej 4 osoby (czyli średnio 1 rocznie) napisały do mnie "Panie Grzegorzu przeczytałam całego bloga, jestem pod wrażeniem..." a reszta czeka... i domaga się "Ty mi daj,bo...". Żądania piętro wyżej :) Co nie znaczy, że masz się zamknąć w sobie i cierpieć. Choć to też Twój wybór.

Jeżeli zainteresowała Cię treść tej wiadomości, zaprenumeruj ten blog i bądź na bieżąco! Wiadomości będą przychodziły na Twoją skrzynkę pocztową :) Jeżeli posiadasz konto na którymś z portali społecznościowych, podziel się tą informacją ze znajomymi :) Poniżej masz odpowiednie wtyczki.

poniedziałek, 3 listopada 2014

Odczarujmy lewatywę :)


Ten rodzaj zabiegu higienicznego znany był już podobno w starożytności. Jelito grube jest nie mniej ważne niż cienkie i każdy inny organ. Po prostu gdyby nie było potrzebne to ewolucyjnie by się nie wykształciło. Ciało nie lubi marnować energii na zbędne procesy. Z jelitem grubym związanych jest wiele "legend". Mówiłem kiedyś, że aby pozbyć się alergii należy je m.in. oczyścić, później publikowałem historię w której ktoś zaserwował taką właśnie historię synowi i pozbył się nieprzyjemnych reakcji. Od jakości jelita grubego zależy też nasza odporność, dlatego warto o nie dbać jak o każdą inną część ciała. A że cywlizacja tzw. zachodnia postanowiła coś zepsuć, bo wydawało nam się, że jesteśmy mądrzejsi to nic dziwnego, że liczba alergików i osób otyłych rośnie, a przyswajalność maleje. Gdy jelito jest zawalone glutenem, pasożytami i grzybem to co ma się wchłaniać. Więc nie dziw się, gdy po posiłku za chwilę odczuwasz głód. To nie głód na kolejny posiłek, ale głód na porcję właściwych żywieniowo substacji !! I znowu niestety wiele osób myśli i myli odżywianie z jedzeniem. Więc zapisz sobie na kartce: możesz "dobrze" jeść, ale źle się odżywiać ! Przy czym "dobrze" napisałem celowo w " ", bo dobrze w Polsce znaczy najczęściej dużo i tłusto :) zły kierunek. I nie znaczy to, że od razu (ani nigdy tak naprawdę) masz zostać wege, ale aby odżywiać się mądrze lub po prostu właściwie.

Aby jeszcze dobitniej Ci ukazać w jakim mentalnym kanale tkwimy, przytoczę definicję dla słowa "odżywianie" z Wikipedii:
Odżywianie – proces życiowy polegający na pozyskiwaniu przez organizm ze środowiska pokarmu (a dokładniej zawartych w nim składników odżywczych). W zależności od formy w jakiej uzyskiwane są składniki budulcowe, elektrony oraz energia wyróżnia się różne strategie metaboliczne (przede wszystkim: samożywność lub cudzożywność).
I dalej:
Składniki odżywcze – substancje chemiczne dostarczane do organizmu przez pokarm, który dostaje się do niego poprzez układ pokarmowy i wydobywane są z niego w procesie trawienia. Elementy produktów spożywczych są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania organizmu.
To trochę zmienia postać rzeczy i wyobrażenie o tym, CZYM JEST odżywianie, prawda ?
Więc z polskiego na nasze tłumacząc: NIE JEST TO bezmyślne wrzucanie w siebie czego popadnie, aby się zapchać i uznać posiłek za odbębniony, ale o taki dobór pokarmów, aby... zapewnić organizmowi dostęp do produktów spożywczych niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania organizmu.

To skoro już dbasz o zęby, czemu nie zadbać o jelito ?
Różnica tkwi TYLKO w świadomości. W perspektywie chorych zębów masz w wyobraźni wspomnienie wiertła :) ale o jelitach mówi się niewiele. O teście buraczkowym już kiedyś pisałem jak sprawdzić czy masz przepuszczalne jelito cienkie. Wyszukiwarka dostępna w pr. górnym rogu.

No to teraz kochana enema (tak "w gersonie" mówi się na lewatywę).
Znane są mi 2 jej rodzaje:
- ewakuacyjna (mechaniczna)
- lecznicza

Pierwszą znają lekarze i pielęgniarki. Stosowana jest przed porodem, zabiegami szpitalnymi etc Generalnie polega na przyjęciu wlewu w ilości iluś tam litrów i poprzez masowanie przewracanie pacjenta z boku na bok doprowadzić do mechanicznego usunięcia zalegających złogów.
Drugi typ (najczęściej nieznany i na forach mylony) polega na przyjęciu wlewu, ale zazwyczaj przyjmuje się tylko jedną pozycję i jej celem jest wprowadzenie do krwioobiegu (przez jelito) substancji o działaniu leczniczym, która ma wykonać określone zadanie, np. w postaci kawy lub soku przy terapii gersona.

Istnieje określony sposób przygotowania roztworu kawy,  i czas jej podania, choć wlewnik się nie zmienia.
Technika łączenia kawy we wlewie wraz z... była podobno stosowana już w czasie II wojny światowej w szpitalach polowych celem zbicia gorączki. W książce gersona ten sposób jest też nazywany jako "trójca gersona".

Odpowiadając na zarzut, który gdzieś co jakiś czas się pojawia na forach, że stosowanie kawy w lewatywie rozleniwia jelito, informuję, że to nie prawda. Mam za sobą ok 200 takich zabiegów, stosowanych z przerwami (obecnie nie stosuję) i moje jelito ma się świetnie.Poza tym to czego się nie mówi to to, że taka chwila sam na sam z kawą może być czasami jedyną w ciągu dnia, gdy masz ten czas TYLKO dla siebie. Nawet panowie potrafią odnaleźć w tym przyjemność. Bez podtekstów.
Na temat wlewów z innych substancji nie mogę się wypowiadać, mam doświadczenia z kawą.

Mam nadzieję, że to rozjaśniło i wyjaśniło niektóre aspekty tego zabiegu.
A jeśli ktoś szuka taniego i dobrego sposobu na oczyszczenie jelita niech pomyśli o ziemi okrzemkowej. Artykuł na ten temat też był. Kuracja śmiesznie tania, a załatwia kilka tematów z uzupełnieniem krzemu włącznie. Oczywiście Twoje jelito musi być zdrowe.

Nie możesz tych informacji traktować jako ind. porady medycznej, a jedynie w celach informacyjnych i edukacyjnych, a każdą decyzję o zastosowaniu takiego zabiegu powinieneś skonsultować z mądrym lekarzem :)

Jeżeli zainteresowała Cię treść tej wiadomości, zaprenumeruj ten blog i bądź na bieżąco! Wiadomości będą przychodziły na Twoją skrzynkę pocztową :) Jeżeli posiadasz konto na którymś z portali społecznościowych, podziel się tą informacją ze znajomymi :) Poniżej masz odpowiednie wtyczki.

środa, 29 października 2014

Jest już druga część :)


Jakiś czas temu publikowałem filmik pt Uzdrawianie poprzez świadomość. Była to 1sza część wykładu.
Okazało się szczęśliwie, że jest już druga.
https://www.youtube.com/watch?v=owvuT6q7okg

Ale ponieważ większość odwiedzających to leniuchy ;), którym nie chce się szukać oto i część 1.
https://www.youtube.com/watch?v=vIYl9H-xXUM

A tu dla cierpliwych i czujących, że w tym Życiu jest coś więcej..., m.in o liniach rodowych, świadomym macierzyństwie i naszych dzieciach:
https://www.youtube.com/watch?v=ZsndteJtAA0&noredirect=1

Jeżeli zainteresowała Cię treść tej wiadomości, zaprenumeruj ten blog i bądź na bieżąco! Wiadomości będą przychodziły na Twoją skrzynkę pocztową :) Jeżeli posiadasz konto na którymś z portali społecznościowych, podziel się tą informacją ze znajomymi :) Poniżej masz odpowiednie wtyczki.

wtorek, 28 października 2014

Jest w Krakowie takie Centrum...


W Krakowie w ostatnim czasie otwarto, pierwsze stacjonarne Centrum Psychoonkologii w Polsce.
Nie przeszkadza to nikomu szukać, rozwijać się i iść własną drogą, ale stanowi miejsce spotkania, dzielenia się i życia dla wszystkich zdrowiejących i ich bliskich: rodziny, przyjaciół, znajomych, …

Zmieniłem tylko nieco tytuł warsztatów ;) tak po naszemu, aby nie brzmiało tak przygnębiająco.
Niestety jako ludzie wciąż nie zdajemy sobie sprawę z tego jaką wielką moc odgrywają w naszym życiu słowa i choć jesteśmy świadomi mocy sprawczej słów "promocja, okazja, ograniczona ilość miejsc..." to w innych sferach... wciąż myślimy, że jest inaczej. A jeśli nie jest ? 

Strona internetowa jest w przebudowie, ale już niedługo wszystkie informacje będą dostępne: 

http://wiadomosci.onet.pl/krakow/otwarto-centrum-psychoonkologii-unicorn/ygj4l

HARMONOGRAM WARSZTATÓW STACJONARNYCH
w Centrum Psychoonkologii UNICORN, Kraków ul. Zielony Dół 4
PSYCHOONKOLOGICZNE WARSZTATY TERAPII SIMONTONOWSKIEJ DLA OSÓB CHORUJĄCYCH ONKOLOGICZNIE I ICH BLISKICH
"Bliżej życia, bliżej człowieka" - projekt realizowany przy wsparciu finansowym Fundacji PGE – Energia z Serca. W programie grupowe zajęcia z psychologiem, instruktorem zajęć ruchowych, choreoterapeutą oraz indywidualne konsultacje z psychologiem.
Koszt udziału w warsztatach (noclegi, całodzienne wyżywienie oraz udział w zajęciach): 350 zł / os.
terminy:
2-7 listopada 2014 r.
18-23 listopada 2014 r.

WARSZTATY EDUKACYJNO-TERAPEUTYCZNE DLA RODZICÓW DZIECI ZDROWIEJĄCYCH Z NOWOTWORÓW
Projekt "Wiedzieć... rozumieć i pomagać" realizowany przy wsparciu finansowym Fundacji „Wspólna Droga” United Way Polska. W programie grupowe zajęcia z psychologiem, lekarzem onkologiem oraz prawnikiem.
Koszt udziału w warsztatach wraz z noclegiem oraz wyżywieniem: 70 zł / os.
terminy:
8-9 listopada 2014 r.
13-14 grudnia 2014 r.

WIELOSPECJALISTYCZNE WARSZTATY PSYCHOONKOLOGICZNE DLA OSÓB ZDOWIEJĄCYCH Z NOWOTWORÓW ORAZ ICH BLISKICH
 "Nie tylko leki leczą" - w programie grupowe zajęcia z psychologiem, lekarzem onkologiem, dietetykiem, choreoterapeutą i muzykoterapeutą oraz zajęcia ruchowe.
Koszt udziału w warsztatach (noclegi, całodzienne wyżywienie oraz udział w zajęciach): 550 zł / os.
terminy:
1-6 grudnia 2014 r.
7-12 grudnia 2014 r.

ZAPISY na warsztaty:
pod numerem telefonu: 694 414 253
drogą mailową: unicorn@unicorn.org.pl
Ilość miejsc ograniczona o przyjęciu na warsztaty decyduje kolejność zgłoszeń.
Dziękuję Bognie za informacje :)

Jeżeli zainteresowała Cię treść tej wiadomości, zaprenumeruj ten blog i bądź na bieżąco! Wiadomości będą przychodziły na Twoją skrzynkę pocztową :) Jeżeli posiadasz konto na którymś z portali społecznościowych, podziel się tą informacją ze znajomymi :) Poniżej masz odpowiednie wtyczki.