środa, 27 czerwca 2012

Ostatnie póżegnanie...

... tak napisano na szarfie dołączonej do kwiatów, które w postaci wiązanki złożono na grobie mojego Przyjaciela. Przeszliśmy razem wiele, był nie tylko Przyjacielem, ale mentorem. Największą nagrodą było dla mnie to, że kiedyś wyznał, iż czegoś się ode mnie nauczył. Wiele mu zawdzięczam i wiele się nauczyłem. I jako jednym z nielicznych mężczyzn prowadziliśmy "męskie rozmowy o uczuciach". Mając 62 lata mógł jeszcze pożyć, nacieszyć się wnukami, "spieniężać" piątkowe świadectwa i wprowadzać w tajniki dorosłego życia.

Jednak odszedł, nie chciał dalej walczyć, zmęczony był walką, ilością włożonego wysiłku. Dla ciała zrobił Wszystko. Ale obserwując go z boku wiedziałem, że problem czai się w psychice. Tak, czasami to widać jak na dłoni.
Gdy ciało dawało kolejne sygnały krzycząc "zajmij się centrum sterowania" zdawał się nie słyszeć, odwracał głowę. Podsyłałem kolejnych terapeutów, których niby przypadkiem odrzucał "bo nie miał czasu" i "jeszcze zdąży". Nie zdążył... bo nie chciał, wybrał inaczej.

Pozwól się poprowadzić, to naprawdę proste. Posłuchaj tych, którzy wrócili z Ciemnej Strony a na swoje teorie będziesz miał czas... gdy już wyzdrowiejesz.


Jeżeli zainteresowała Cię treść tej wiadomości, zaprenumeruj ten blog i bądź na bieżąco! Wiadomości będą przychodziły na Twoją skrzynkę pocztową :) Jeżeli posiadasz konto na którymś z portali społecznościowych, podziel się tą informacją ze znajomymi :) Poniżej masz odpowiednie wtyczki.

1 komentarz:

  1. ...memento mori...ale żyjmy "życiem" tu i teraz...

    OdpowiedzUsuń

rak jest uleczalny: