wtorek, 7 października 2014

Poznaj historię Basi - czyli dostałem taki list :)))


Dziś możesz poczytać o Basi, która stanęła przez wielkim wyzwaniem, nazywanym stwardnienie rozsiane. Po raz kolejny ten list i wszystkie inne wskazują na konieczność zmiany diety, pracy nad psychiką i generalnie wykonania przemodelowania swojego życia.
A resztę opowie Ci Basia, na tym blogu dość już było komentarzy, aby trzeba było kogoś jeszcze przekonywać. A jeśli po 2ch tygodniach dostaję nadal maila mówiącego "staramy się ograniczyć...", "w zasadzie nie używamy...", "ciężko jest odstawić..." to zadaj sobie jedno pytanie - czy Cel do którego zmierzasz i o który walczysz nie jest dostatecznie ważny, aby jakiś głupi cukier miał na Ciebie wpływ i kierował wciąż Twoim życiem ?? a jeśli odpowiesz "tak, ale..." to znaczy, że coś chowasz, odwracasz klasycznie głowę i tak naprawdę średnio Ci zależy. Albo po prostu z całego tego starania się i chorowania masz korzyść. Wiem, przykre, ale Ty decydujesz co jest dla Ciebie ważne.

A teraz przemówi Basia:
W lipcu minęło 20 lat od rozpoznania. Stwardnienie rozsiane, choroba nieuleczalna. Mnie jednak udało się pokonać chorobę. Jestem żywym przykładem, że tę nieuleczalną chorobę można kontrolo- wać dzięki zdrowemu odżywianiu, naturalnej suplementacji i ruchowi.

Latami żyłam w biegu, zapracowana, życie pełne stresów, odżywianie byle jakie. Żadnych ćwiczeń i tak za dużo biegam. Byłam wciąż zmęczona. Po przedłużonym urlopie wychowawczym, powrót do pracy zawodowej nie był łatwy. Kiedy udało się osiągnąć sukces, choroba dopadła mnie niespodziewanie.
Byłam u rodziny w Londynie. Pewnego dnia obudziłam się rano i...Nie mogłam stanąć na nogi.
Jedna noga całkowicie bezwładna, drugą delikatnie mogłam się podeprzeć. Byłam przerażona. Co mi jest? Sprawa wyjaśniła się po kilku miesiącach. Pierwszy rezonans magnetyczny był ze znakami zapytania. Potem dwa następne potwierdziły rozpoznanie. W mojej książce ten etap życia zatytuło- wałam "W spadającej windzie". Dzisiaj myślę, że spadającą windę przeżywa w swoim życiu każdy z nas. Dotyczy to nie tylko choroby, ale także okoliczności związanych z naszym życiem osobistym np. choroba bliskiej osoby, lub śmierć członka rodziny. Tak to się zaczęło...
Początkowo błądziłam, nie wiedziałam od czego mam zacząć? Lekarze wystraszeni wpisami do ksią- żeczki zdrowia dot. uczuleń – nie wypisywali mi recept na leki. Dzisiaj wiem, że te wpisy uchroniły mnie i mój organizm przed chemią. Mam wrażenie i tak byłam wystarczająco „zatruta”. Na tamten czas jasno zrozumiałam, że mam system odpornościowy i że od tego powinnam właściwie zacząć.
Powoli zaczęłam dokonywać zmiany w sposobie odżywiania, przygotowywania posiłków i niemal natychmiast włączyłam ćwiczenia. Początkowo były to ćwiczenia izometryczne. Do mojego codzien- nego jadłospisu dołączyłam naturalne suplementy, syntetycznych nie używam. Z czasem wróciły mi siły, zaczęłam chodzić i normalnie funkcjonować. Moje alergie, nawracające zapalenia oskrzeli, zapa- lenia pęcherza, problem z herpesvirus minęły jak ręka odjąć.
Jestem zdrowa :) „jakaś pomyłka w rozpoznaniu”- często dochodziły do mnie takie głosy. W tym roku miałam wykonany kontrolny rezonans. Diagnoza potwierdzona. Ważne jednak jest to, że chodzę i jestem sprawna. Od wielu lat na nic nie choruję(?). Pewnie każdy uśmiecha się czytając ten wpis? A SM? Można z tą chorobą żyć, trzeba tylko wybrać dobrą drogę. „ Moje zdrowie w moich rękach”, taki jest następny rozdział mojej książki.

Po wielu namowach i przemyśleniach zebrała wszystkie swoje doświadczenia i... napisałam ksiązkę.
Książka „Siła woli – moc zdrowienia”zawiera moje doświadczenia z tą chorobą i nie tylko. Kiedy przyszło mi zmierzyć się z chorobą nowotworową bliskiej mi osoby, zaczęłam zastanawiać się „Czy choroby różnią się tylko nazwami”? Dzisiaj mogę powiedzieć, że i na tym polu udało się osiągnąć sukces. Dzięki wcześniej wykorzystanej metodzie (sprawdzonej na mnie), zdrowemu odżywianiu, naturalnej suplementacji udało się osiągnąć regresję choroby.
Wielka siła tkwi w NATURZE, a człowiek jest nieodłączną jej częścią. Zdrowie jest nagrodą dla naj- wytrwalszych!

Wywiad z Basią:
http://www.dobrewiadomosci.eu/zdrowie/1198-barbara-pooczaska-pokona-chorob-

Basia w audycji Radia Gdańsk:
http://www.radiogdansk.pl/index.php/audycje-rg/kawalek-swiata-i-herbata/item/13891-barbara-poloczanska-sila-woli-moc-zdrowienia.html

Miałem też namiar na książkę, ale dziś się okazało, że link się zdezaktualizował.


Jeżeli zainteresowała Cię treść tej wiadomości, zaprenumeruj ten blog i bądź na bieżąco! Wiadomości będą przychodziły na Twoją skrzynkę pocztową :) Jeżeli posiadasz konto na którymś z portali społecznościowych, podziel się tą informacją ze znajomymi :) Poniżej masz odpowiednie wtyczki.

poniedziałek, 29 września 2014

Na przekór rozumowi :)

Poznaj Liu Qiana.
Film wklejam celowo, aby Ci nieco poszerzyć pole widzenia.
Widzisz... nasz umysł działa czasami przekorne i przezornie, bo gdy nie potrafi czegoś wytłumaczyć to oczywiście zakłada, że coś jest "niemożliwe" :) mimo, że właśnie ma to przed oczami. Spoykasz to na porządku dziennym... powiedz komuś, że znajomy zastosował dietę i odstawił tabletki na X, a większość pokręci głową częstując Cię przy okazji politowaniem :) bo jak to "zmienił dietę....", "a przeżył" ? :))

Filmów z jego udziałem, które naprawdę robią z naszego racjonalizmu sieczkę jest więcej, polecam ten w cukierni.... coś pięknego :)) i wszystko w zbliżeniu i mozna powiedzieć na Twoich oczach :)

https://www.youtube.com/watch?v=wkMbSWwS3FA#t=395



Smacznego :)

Jeżeli zainteresowała Cię treść tej wiadomości, zaprenumeruj ten blog i bądź na bieżąco! Wiadomości będą przychodziły na Twoją skrzynkę pocztową :) Jeżeli posiadasz konto na którymś z portali społecznościowych, podziel się tą informacją ze znajomymi :) Poniżej masz odpowiednie wtyczki.

środa, 24 września 2014

A może jednak kara ?

W ciągu ostatniego czasu doszła do mnie pewna oczywista rzecz, która co jakiś czas wypływa w rozmowach z czytelnikami. Oczywiście wszyscy ładnie wtedy zmieniają tembr głosu, kiwaja głową na 'nie' choć twarz mówi sama za siebie... znowu odwracamy głowę, bo przecież jakże moglibyśmy się przyznać do tego, że Nu jest karą wymierzoną Komuś za to jak Nas skrzywdzili. Piękne co ?
Powiem więcej, piękny kanał :) tylko zapach nie ten. Przypomina to trochę sytuację "na złość kucharzowi nie zjem obiadu". Niestety na koniec i tak pozostajesz Ty głody i Ty cierpiący. Chyba, że odkrywasz w sobie nutkę masochizmu i spotkanie z bialym kitlem jest dla Ciebie wyłącznie spotkaniem towarzyskim.

Paradoks tej sytuacji jest taki, że obwiniony może kompletnie nie mieć pojęcia, że fundujesz mu jakąś karę, bo po prostu ludziom pewne rzeczy trzeba komunikować wprost.
Po drugie, im bardziej nie będzie widział, że "to przez niego" tak cierpiszz, tym większe Twoje cierpienie i większa chęć zemsty, więc kółko się zamyka, bo jak masz wyzdrowieć w takiej sytuacji.
A korzyści ? setka co najmniej.
Ale tak nas chowają, zamiatać, nie rozmawiać, odwracać głowę, nie mówić o uczuciach...
Może czas to zmienić od naszych dzieci poczynając ?


Jeżeli zainteresowała Cię treść tej wiadomości, zaprenumeruj ten blog i bądź na bieżąco! Wiadomości będą przychodziły na Twoją skrzynkę pocztową :) Jeżeli posiadasz konto na którymś z portali społecznościowych, podziel się tą informacją ze znajomymi :) Poniżej masz odpowiednie wtyczki.

sobota, 20 września 2014

A jeśli cuda zależą od Ciebie ?


Coraz bardziej i coraz częściej dociera do mnie jak wiele zależy od tego co napełnia / wypełnia Nasz umysł. Na tym blogu było na ten temat wiele razy. Zwróciłem Ci przede wszystkim uwagę na semantykę: raka zastąpiliśmy Nu (czujesz ciężar tego słowa na 'r' ? bo ja tak), chorowanie - zdrowieniem, pacjenta / chorego - zdrowiejącym. Moje spostrzeżenie jest takie, że większość 1- ma to w poważaniu, 2- wybierają nadal strach i cierpienie jakby to ich miało bardziej zmotywować, 3-wciąż są przywiązani do starych schematów myślowych tak jakby mówili "teraz chorowanie, później się tym zajmę". Problem jest taki... czy owo "później" w ogóle nadejdzie. Nie, nie straszę Cię, ale chcę po raz kolejny uzmysłowić Ci, uświadomić, unaocznić i kilka innych u-... jakie jesteś w stanie sobie tylko u-myślić, że po diagnozie potrzebujesz remontu generalnego w głowie i w życiu, o kuchni już nie wspominając. Jesteśmy kompletnie nieświadomi tego, że środowisko w którym żyjemy i ludzie którymi się otaczamy mają cz(ęsto)asami na Nasze zdrowie po prostu destrukcyjny wpływ. Ale pragnę Ci przypomnieć tylko historię Marzeny, której guzy zaczęły maleć w momencie, gdy zerwała toksyczny związek. To było niedawno, poczytaj. Nie przypomnę też tego, że Hipokrates powiedział, że nie tylko "ważne jest w jakim otoczeniu przebywamy wracając do zdrowia i przyjmując leki, ale KTO nam je podaje".  Prawda odwieczna jest taka, że zmian nie lubimy, bo się ich boimy. Za to uwielbiamy z pozycji strachu dyktować warunki na ktorych ma przebiegać nasze chorowanie (bo wtedy o zdrowienie trudno).
I nawet komunikat "jest Pan ostatnią deską ratunku" staje się głuchy w momencie, gdy ciało jest tak wątłe, że ledwo radzi sobie z codziennością, a co dopiero, aby poderwać siły do leczenia. Na koniec obwinia się oczywiście wszystkich tych, którzy mówią "teraz już tylko cud", choć samemu nic się wcześnie nie zrobiło. Spoko, takie nasze mechanizmy obrony i już. Lekarz wypełnił swoje zadanie zgodnie z tym, co go nauczono i tego w co uwierzył (dał wiarę). Ciebie nauczono posłuszeństwa i bezmyślności w obliczu takich sytuacji, więc nie zadawałeś pytań tylko posłusznie dawałeś się strzyc. Wszak bycie strzyżonym w tłumie owieczek jest raźniejsze. Zawsze łatwiej znosi się ból istnienia, gdy widać, że inni też wybrali tę drogę. Ale czy przyszło Ci choć przez sekundę do głowy, że może można wybrać inaczej ? Oczywiście 'może' możliwości zostawiam tylko, abyś miał przestrzeń do zadania sobie takiego pytania. O pytaniach, które należy zadawać umysłowi i dzięki temu poszerzać swoje spektrum uwagi już pisałem. Dla wszystkich harpiowatych i trolowatych stworzeń internetowych powiem tylko, że nie mam oczywiście na myśli "czemu w ogóle poszedłeś do lekarza" tylko czy w swojej głowie nie mogłeś dokonać innego wyboru.

Po pierwsze zauważ, że w takich sytuacjach kierujesz się strachem. Strach powoduje stres, ten przełącza mózg w tryb uciekaj albo walcz (takie zwierzę pierwotne) powodując, że krew odpływa z płatów czołowych, aby zasilić mieśnie do ewentualnej ucieczki albo walki wiadomo. Strach wynika z braku wiedzy oraz świadomości. Od razu Cię uspokoję, że nie musisz kończyć medycyny, aby owego obcego wysadzić z fotela pasażera. Przykładów na tym blogu było kilka, ze mną włącznie. Co tzn w praktyce ? że jeśli już podejmiesz decyzję o pójściu na chemię to idź, niech trole się teraz odwalą :) ale zrób to Z CAŁĄ ŚWIADOMOŚCIĄ Wszystkich Za i Przeciw. O tym jakie pytania zadać lekarzowi już pisałem. W końcu i tak później podpiszesz oświadczenie mówiące "otrzymałem kompletne i wyczerpujące informacje nt przebiegu leczenia oraz wszystkich skutków ubocznych....". A otrzymałeś ? A zapytałeś  w ogóle ?
Po drugie zauważ, że w takich sytuacjach jednak dochodzi do głosu nasze gówniane społeczne wychowanie. Gówniane w niektorych detalach, aby było jasne, bo zaczynasz się porównywać z innymi. Taka nasza natura, w sytuacji zagrożenia szukamy ratunku naokoło, więc wydaje nam się, że skoro inni uciekli na drzewo to akurat to jest najlepsze rozwiązanie, znowu zwierzątko z nas wychodzi. No skoro boli to "pewnie boleć musi". Skoro inni cierpią to może "wypada cierpieć". Cierpienie jest wyborem !!! Albo definiujesz taką sytuację jako problem i wtedy faktycznie masz problem, albo jako wyzwanie i wtedy cała Twoja świa-dom-ość i pod-świa-dom-ość pracują nad tym, aby wyzwanie takim pozostało. Wybór dokonuje sie w Twojej głowie !! A jeśli mi ktoś w tym momencie zarzuci brak empatii albo współczucia dla cierpiących to Ci przypomnę, że wróciłem z miejsca o którym lekarze tylko czytają, więc delikatnie odpimpaj się :) Ale jeśli właśnie odezwało się w Tobie święte oburzenie to zobacz jaką korzyść masz właśnie z tej gierki. Tak tak uwielbiamy gierki. Teraz zagrałem "złego policjanta", bo tego dobrego "grałem" przez caly czas :) Rozumiesz subtelności.
Czy to znaczy, że masz się bać ? albo odmawiam Ci strachu ? absolutnie nie. Bój się do woli, ale świadomie :) Moja rebirtherka zawsze mawiała "rób to, co robisz, bylebyś wiedział, co robisz, bo jeśli będziesz wiedział, nigdy tego nie zrobisz" :) więc czy wiesz PO CO się boisz ? bo dlaczego z pewnością tak, wiadomo, że "raczysko" nie ma dobrej społecznie prasy, skoro go tępią i wytępić nie mogą i nawet celebrytów się ima. I tu zaczyna się kolejny wątek na kilka stron....

Niestety to jak spojrzysz na tę sytuację wciąż zależy od tego, czym napełniłeś swoją głowę wcześniej. Czy należysz do znakomitej większości społeczeństwa, która z rakiem nie chce mieć nic wspólnego, "bo to ich nie dotyczy" mimo, że ich ciała codziennie produkują tysiąc zmienionych komórek ? Czy zamiast wypełnić garnek lekkostrawnym pokarmem dla Duszy, który coraz bardziej otworzy CI oczy i będzie balsamem dla Twojego Serca wolisz kierować uwagę na rzeczywistość, którą ktoś dla Ciebie przygotował ? oczywiście, że to kuszące, bo o czym będziecie rozmawiać przy papierosie :) ale jakim kosztem się pytam ?? a tu nie trzeba skończyć ekonomii, aby wyliczyć rachunek zysków i strat. Bracia Wachowscy powiedzieli, że ludzie dopiero za 20 lat zrozumieją przesłanie filmu Matrix. Nie wierz mi, ale nie potrzebujesz kolejnego wroga w postaci rogatych ognistych i innych takich, wystarczy Ci matrix i Twój własny umysł i zabawa do końca życia, a w zasadzie powinienem powiedzieć do końca Snu.

Więc czy w Twoim obrazie świata jest miejsce na cud o który się tak modlisz ? czy po prostu zrobiłeś małą szparkę w swoim światło-poglądzie, aby owo światełko tam wpuścić ?

Halina ma w stopce maile napisane:
Obudzić się. To Wszystko.

No właśnie. Obudzić...
 

Jeżeli zainteresowała Cię treść tej wiadomości, zaprenumeruj ten blog i bądź na bieżąco! Wiadomości będą przychodziły na Twoją skrzynkę pocztową :) Jeżeli posiadasz konto na którymś z portali społecznościowych, podziel się tą informacją ze znajomymi :) Poniżej masz odpowiednie wtyczki.

poniedziałek, 8 września 2014

Witajcie po wakacjach... na początek dobra wiadomość


Jeśli nie masz strony na FB to ta dobra wiadomość mogła CIę ominąć.
A nawet jeśli CIę ominęła masz szansę zobaczyć ją tutaj:
Tytuał przewodni wiadomości: jak wyleczyłem mamę z raka skóry domowym sposobem :)
Niestety (dla nieznających ang.) stronka jest w jęz. obcym, ale mamy translacje wujka G. więc przynajmniej zrozumiesz kontekst:
Linka zwykła:
http://www.collective-evolution.com/2014/03/24/how-i-healed-my-mothers-skin-cancer-at-home/

Tłumaczenie:
https://translate.google.pl/translate?sl=pl&tl=en&js=y&prev=_t&hl=pl&ie=UTF-8&u=http%3A%2F%2Fwww.collective-evolution.com%2F2014%2F03%2F24%2Fhow-i-healed-my-mothers-skin-cancer-at-home%2F&edit-text=

Jeśli nie widzisz linki, odwiedź bloga.
Poza tym olej kokosowy ma też wiele innych pro-zdrowonych właściwości (!)

Jeżeli zainteresowała Cię treść tej wiadomości, zaprenumeruj ten blog i bądź na bieżąco! Wiadomości będą przychodziły na Twoją skrzynkę pocztową :) Jeżeli posiadasz konto na którymś z portali społecznościowych, podziel się tą informacją ze znajomymi :) Poniżej masz odpowiednie wtyczki.

środa, 20 sierpnia 2014

328 osoby dziennie...


Wiesz czego dotyczy ta liczba ?
Ilości osób, które codziennie w Polsce dowiadują się na fotelu onkospeca, że ich życie w ciagu najbliższego roku się zmieni. Podzieliłem po prostu liczbę zachorowań... przez liczbę dni. Tak naprawdę wynik tego działania jest wyższy, bo przychodnie w weekendy nie pracują.

Co z tym robimy jako społeczeństwo ? ano niewiele. Klasycznie odwracamy głowę udając, że Nas problem nie dotyczy. Niestety tak sie nie da. Ale jeśli uświadomimy sobie, że liczba tzw. pacjentów pierwszorazowych kurczy się co roku... to daje inny obraz.

Niestety liczba osób piszących do mnie (zazwyczaj za późno) wzrasta. Nadal nam się wydaje, że dieta nie ma znaczenia, szczerze mówiąc świadomość żywieniowa jest zerowa, o psychoterapi nie chcemy słyszeć "bo to dziwne", a suplementów boimy się jak ognia. Do tego dochodzi autorytet białych fartuchów, którzy z nie mniejszą butą podchodzą do powyższego na zasadzie "jeśli Pan myśli, że pomoże...", ale najbardziej mnie wkurza, że dopiero, gdy bezradnie rozkładają ręce mówią "teraz może Pan już stosować wszystko". CHORE !!! Stworzyliśmy chory system i chory świat. Można być zdrowym w chorym świecie tylko idąc pod wiatr i myśląc dokładnie tak samo. Możesz być jedną ze strzyżonych owieczek albo wytyczyć własną linię. Niestety do tego potrzbujesz wewnętrznej siły, aby głupocie innych krabów się przeciwstawić, bo wystarczy, że wyściubisz głowę z nieco odmiennym poglądem, a możesz być pewien, że spotkasz się z groźnym okiem "słuszności społecznej". Ale jak mówi moja koleżanka "im więcej złota tym więcej błota". Taka ludzka natura. Dlatego z powyższego wychodzi mi, że przynajmniej w dziedzinie zdrowia powinniśmy myśleć o sobie, a inni... niech doświadczają konsekwencji własnych wyborów. Niestety czasami trzeba pozwolić komuś zderzyć się ze ścianą, aby otworzył oczy.

Aha, i pamiętaj, że opalenizna jest naturalnym sposobem ochrony organizmu.


Jeżeli zainteresowała Cię treść tej wiadomości, zaprenumeruj ten blog i bądź na bieżąco! Wiadomości będą przychodziły na Twoją skrzynkę pocztową :) Jeżeli posiadasz konto na którymś z portali społecznościowych, podziel się tą informacją ze znajomymi :) Poniżej masz odpowiednie wtyczki.

sobota, 2 sierpnia 2014

Kilka refleksji...

Dziś postanowiłem ulżyć mojej wątrobie :))

Refleksja nr 1:
Kaj już wiesz (tak to po ślunsku) :)) wątroba jest siedliskiem tzw. "niezdrowych emocji", dlatego w naszym języku ukuły sie powiedzenia w stylu "zrzucić coś z wątroby" albo "ulżyć swojej wątrobie".
Cicha prawda jest taka, że wszystko czego doświadczamy tłumaczymy na język biologii (!!) Nie wynika to ze złośliwości natury, ale z ewolucji.
"Nie mogę go więcej strawić", "zaraz się porzygam", "w jego obecności boli mnie głowa", "nie chcę tego więcej słyszeć", "zabiera mi dech w piersiach"... to tylko kilka przykładów, które możesz znać z własnego życia. Dlatego przy poszukiwaniu wzorca / przyczyny, która stała się powodem niepożądanych zmian w ciele należy się udać... do wnętrza. I to własnego. Przykład jeden, ale bardzo obrazowy: jeżeli ktoś przez wiele wiele lat czuł się niezauważany i pomijany, jego mechanizmem przetrwania (symbolicznym) na poziomie ciała może być duża masa ciała "aby mnie zauważano". Ale tak samo może zareagować ciało osoby, której mantrą życiową stało się "nie mogę w sobie tego (świata) pomieścić". I na koniec, "murek wokół ciała" tworzą osoby, które w jakiś sposób doświadczyły spadku poczucia własnej wartości, poczucia bezpieczeństwa, które doświadczyły czegoś co zachwiało ich poczuciem równowagi, więc w ten sposób mogą chcieć "siebie dociążyć" aby "szybciej wrócić na ziemie", "odgrodzić się od złego świata i ludzi" albo może się to stać wyrazem tego, że "schowam i ukryję, tam mnie nie znajdą". Reakcja jedna, ale każda z tych osób przeżyła konflikt na swój własny sposób przepuszczając to zdarzenie przez własny filtr. Dlatego odpowiedź jest po prostu w Tobie. Terapeuta może Ci oczywiście pomóc dokonać wglądu, ale jeśli będziesz kłamał i oszukiwał, "bo tam boli" to nie ma mocnych, aby i on Ci pomógł.


Refleks nr 2:
Ludzie nie chcą się zmieniać !!! Zmiana w świadomości wielu osób (na tyle na ile są siebie świadomi) wiąże się z wysiłkiem, pracą nad sobą. pójściem WBREW utartym schematom. A to z kolei wiąże się z przełamaniem własnych schematów myślowych... więc "byciem innym", a to boli, bo bycie innym oznacza zanegowanie czasami całego swojego dziedzictwa, które nas ukształtowało, w tym niestety królestwa rodziców. Dlatego większość wybiera tzw. bezpieczną drogę, bo "co inni powiedzą", a co "jeśli się nie uda" albo nie daj boże "inni zobaczą, że mi się udało". I co wtedy ? trzeba będzie, ale już z przymusu wybrać inność, bo wyznaczoną przez tych innych, którzy wolą iść utartą ścieżką. Pamiętaj: zawsze możesz tam wrócić. Moja rebirtherka zawsze powtarzała jak mantrę "rób to, co robisz, bylebyś wiedział, co robisz, bo jeśli będziesz wiedział to nigdy tego nie zrobisz". Po prostu świa-dom-ość. I tak jak powiedziała pewna młoda mama Magdzie "ja nie chcę tego wiedzieć". Dla tego właśnie (zabieg stylistyczny celowy) wiele ze znanych Ci osób, które próbujesz nawrócić na właściwą Tobie Drogę... NIE CHCE się Obudzić, bo spać jest zawsze łatwiej, poza tym, że wygodniej. I śpioch zawsze ma na kogo zwalić winę. Dlatego też napisałem, że Spotkanie z Własną Mocą jest tym, czego się najbardziej boimy. Bo owo spotkanie zmienia Wszystko, gdyż nagle się okazuje, że... nasze związki mogą wyglądać inaczej... a wciąż wybieramy byle-jakość; nasza praca może wyglądać inaczej, bo stać Nas na więcej, ale wybieramy byle-jakość... na ratunek byle-jakości przybywają Nam wtedy inne osoby, które zapytane o swoje relacje ze światem mówią... "aaaa wiesz... tak to już jest" i wtedy utwierdzamy się, choć na chwilę, że tak "powinno być", choć w głębi duszy czujemy, że może być inaczej. Ale to kolejna odsłona naszego wnętrza. To kolejna warstwa, którą zasypujemy piaskiem nie chcąc mieć z nią nic do czynienia. Kupa. I pewnie Freud miałby na ten temat coś do powiedzenia :)
Ale dla pocieszenia powiem CI, że do zmiany trzeba dojrzeć. Gdy ktoś z czytelników pyta się mnie "czy jestem gotowa do zmiany", zawsze odpowiadam "jeśli pytasz to znaczy, że nie jesteś". Gotowość do zmiany można krótko ująć słowami "mam dość" i wtedy działasz. Czego ? wszystkiego. Wtedy nie ma czasu na myślenie, ale jest czas na działanie. Po prostu poziom bólu przekracza poziom zadowolenia z obecnego życia i... jesteś w stanie rzucić Wszystko, aby owa zmiana się dokonała. Najczęściej się okazuje, że takie momenty naszego życia są najbardziej twórcze. Odpadają ludzie, okoliczności się zmieniają wraz z Nami potwierdzając po raz kolejny to, co czytaliśmy w książkach marząc, aby i to stało się kiedyś naszym udziałem. I takich historii na tym blogu było już co najmniej kilka, ale jak powiedziała jedna z czytelniczek "gdy się nic nie zmienia to się nic nie zmienia".

Refeks wnętrza nr 3:
Jedź na Woodstock :) szczerze mówiąc Woodstock jest bardzo wyzwalającym i terapeutycznym doświadczeniem. W zależności od intencji, która Nam przyświeca. Być może wiesz, że J.O. w tym roku promuje haslo "bądź sobą". Po prostu... BĄDŹ SOBĄ. Więc jeśli nie wiesz co to znaczy... odwiedź to miejsce choć raz. Poczuj się jak bezimienny wśród rozbawionej braci. Zobacz jak reagujesz na innych Innych. Jak osądzasz, krytykujesz i oceniasz. I przy okazji zmierzysz się z rzeczywistością medialną, która ukształtowała pewien obraz tego wydarzenia. A może właśnie w tej "inności" poczujesz się jak w domu ? A może się okaże, że właśnie bycie sobą jest najmniej stresującym sposobem na bycie. Tak naprawdę wobec ilości odwiedzających, Woodstock reprezentuje przekrój społeczeństwa, w końcu 400,000 osób to 1/100 naszego społeczeństwa. Więc zobacz, choćby na próbę jakby to było "być sobą" w takim tłumie, jakkolwiek to rozumiesz. Obiecuję, że jeśli podejdziesz do tego właściwie wrócisz Odmieniony i Przebudzony.

Refleks wnetrza nr 4:
Program trwa dopóki go nie zakończysz :) Gra jest możliwa tylko przy udziale dwóch osob !! więc jeśli rezygnujesz z gry w "chorego", "biednego", "pokrzywdzonego przez los" i setkę innych to drugi gracz musi sobie znaleźć innego gracza. Ale gierki możesz zacząć uprawiać ponownie w każdej chwili.

Świadomego smacznego.




Jeżeli zainteresowała Cię treść tej wiadomości, zaprenumeruj ten blog i bądź na bieżąco! Wiadomości będą przychodziły na Twoją skrzynkę pocztową :) Jeżeli posiadasz konto na którymś z portali społecznościowych, podziel się tą informacją ze znajomymi :) Poniżej masz odpowiednie wtyczki.