piątek, 21 listopada 2014

Na do widzenia...


Mój filmowy przodek powiedział kiedyś "Nadejszla wiekopomna chwila...". Ale nie będzie łez z okazji rozstania, bo każdy Koniec to Nowego Początek.Ten mail miał być bardzo techniczny, miały być linki, inne książki, filmy, pospieszne nadrabianie zaległości o Wit. D i sprawy o których nie wspomniałem....
Jednak będzie inaczej. Gdy to piszę dochodzi 23 i choć miałem wizję tego posta w głowie mej pustka świeci.

Ten blog po sztandarowym poście dot. Terapii Gersona w warunkach domowych rozpoczął swoje życie 16 lutego 2009 r. Tak, to już tak długo. Zaczęło się od uzdrawiającej mocy życzliwych myśli.
Ja dołączyłem do bloga 2 grudnia 2010 swoim pierwszym postem o czosnku :) Ku mojemu zdziwieniu do dnia dzisiejszego przeczytały go 602 osoby :) Chwilę później opublikowałem swój pierwszy list od czytelniczki z "przepisem na sukces" jak mi się wtedy wydawało, która była świeżo po lekturze mojej książki. Później wyjaśniłem Wam o co chodzi z testem buraczkowym. I tak wiele osób o to pytało, więc teraz masz odpowiedź. Pewnie znajdzie się specjalista, który powie, że to bzdury, ale słowa te usłyszałem również od Pani dr Dąbrowskiej. Poza tym okazuje się, że wpisując hasło "test buraczkowy" w googlach, dostaje się takie same wyniki. Smacznego :)
Później było o wierze... i o tym co ma wspólnego z Tobą CUD.
Nie obyło się także bez listów od rozżalonych i mojej próby obrony. Następnie zwróciłem też uwagę na aspekt rodziny.

I tak mógłbym jeszcze długo... w końcu to 4 lata :)

Bloga do 20-11 odwiedziło łącznie 1 milion 125 tysięcy 123 osoby !! :)))))
Blog skupił 1527 osób, które otrzymywało maile. DZIĘKUJĘ !!
Najwięcej odwiedzających bo ponad 40 tyś. osób system zanotował w styczniu 2012.

Na blogu dostałeś moim zdaniem Wszystko, aby wyzdrowieć. Mądrze, z głową, bez oszołomstwa z mądrym towarzyszeniem medycyny jaką znamy, jeśli ktoś musi i czuje się bezpieczniej. Rozumiem Twój strach i Twoje obawy, Twó brak wiary we własne siły, w Boga, który nagle gdzieś zniknął w końcu "dlaczego jaaaa" a o którym pamietamy często dopiero w chwilach, gdy mamy mu / jej  nawtykać i rozumiem też Twoją ochotę, aby jednak nic nie zmieniać i jakby to zrobić, aby wyzdrowieć, ale tak żeby wszystko dookoła było po staremu. I właśnie tu leży największy problem. Najpierw pędzimy przed siebie na oślep kierowani instynktem "ku sukcesowi" zamiast ku przetrwaniu, a później wyżywamy się na wszystkich dookoła, że ten świat jest tak urządzony i całkowicie zapominając, że sami go tak urządziliśmy. Tak, sam go tak urządziłeś. Nie zabierając głosu, nie idąc na wybory, biernie się poddając, nie walcząc o swoje ideały i marzenia, które być może często są tylko pustymi obrazkami z romantycznych lektur czytanych przed maturą na lekcjach polskiego i chowając się za potulnymi minami, aby nie urazić tych od których zależysz. W końcu ten ból, gdy po raz kolejny zatrzaskuje się Twoje Serce jest Ci tak dobrze znany, że lepiej będzie nie ryzykować, bo "co znowu o mnie pomyślą", prawda ? nie tym razem. W swojej książce napisałem  "zdaj sobie sprawę, że jeśli zamykają się za Tobą drzwi oddziału popychane magicznymi siłami hydrauliki to znaczy, że nie możesz istnieć już dłużej w formie i kształcie do których przywykłeś i do których przywykli też inni". Zapewniam Cię, że wiem jak to jest, gdy wydaje Ci się, że świat przestaje istnieć a grunt usuwa się spod nóg na wieść o diagnozie. Ale pamiętaj, że na "wojnie" celowo pisanej w " " przetrwa nie tyle najwytrwalszy, ale najbardziej inteligentny. Inteligencja ta również powinna Cię zaprowadzić któregoś dnia do olśnienia, że nie ma wroga na zewnątrz, a jedyną "walkę" jaką powinieneś stoczyć jest ta wewnątrz Ciebie. Ile lat można spychać na dno swoje pragnienia, marzenia i "zawsze chciałem....". A ile razy powstrzymał Cię pieprzony lęk ? Tak, to trudne. Magda, Małgosia, Monika, Marzena, Edyta, Sylwia, Zofia, Karolina, Rafał, Paweł, Darek, Justyna... pisał o tym każdy, że w którymś momencie musieli dokonać wyboru między bezpiecznym, choć starym lądem a nieznanym i budzącym lęk nieznanego oceanem możliwości na którym poczatkowo utrzymywały się na cienkiej deseczce wiosłując małą łyżeczką zaledwie. Ale zobacz, co było nagrodą ? Malgosia dziś jest szczęśliwą mamą, a niecałe 3 lata temu była bliska depresji, Magda zrozumiała siłę wpływu i oddziaływania grupy i odcinając się od jej "wsparcia" podjęła coraz bardziej zwycięskie działania z endometrium, a to tylko część, bo zaczęła prowadzić warsztaty kulinarne i pokazywać paniom jak będąc kobietą dojrzałą mieć o 10 lat mniej, Sylwia odkryła, że ludzie ciało może zawierać również pasożyty, które mają wpływ na jej zdrowie i rozpoczęła studia z medycyny naturalnej, dla Marzeny Nu okazało się błogosławieństwem, bo zobaczyła jaką niefajną rolę pełnił w jej życiu związek zatruwając nie tylko ją, ale i jej ciało, Edyta dzięki temu po raz pierwszy w życiu doznała olśnienia, że jednak może mieć kontakt z Bogiem bez pośredników, Monika mogła jeszcze bardziej otworzyć i poczuć swoje Serce pomagając mamie, którą w ub. roku musieli powstrzymywać w ogródku od prac z obawy, że coś sobie zrobi, bo w wieku 60+ miała więcej energii niż jej dzieci :) aby w końcu napisać do Was w jednym z listów "mam wrażenie, że to był tylko zły sen", a Rafał przekonał siebie i otoczenie, że człowiek Był Zawsze Częścią Natury i Z Niej Się Wywodzi, a przez to móc wykorzystać swoją wiedzę, aby pomóc mamie, Paweł dzięki bólowi doznał olśnienia i zobaczył, że (być może) podąża ścieżką, którą wyznaczyli mu inni Wiedzący Lepiej, którym taką rolę przypisał (trzymam za Ciebie nieustannie kciuki), Darek dowiedział się dzięki temu co to znaczy być świadomym tatą, bo aby zostać spełnionym tatą najpierw sam musiał stać się Siebie Świadom. A gdyby mnie nie spotkało to doświadczenie dziś nie czytałbyś także i tego bloga. A to tylko wierzchołek zmian, które zapoczatkowało w Nas Nu. Tak naprawdę... Dziękuję za to doświadczenie, bo Widzę ile mu zawdzięczam. Więc czy naprawdę sądzisz, że dopadła Cię tragedia ? może to jednak szansa, tylko z uporem nie chcesz jej widzieć, bo powiedziano Ci, że jest inaczej ? no właśnie powiedziano, wyczytano, zasłyszano i uwierzono. Dajemy Wiarę, a później się dziwimy, że idzie inaczej niż byśmy chcieli, choć to wciąż po naszej myśli, nieważne, że zaszczepionej i przyjętej jako własnej, ale wciąż myśli. Czy tylko Nam wszystkim wymienionym powyżej coś się przywidziało ? a może odzywa się w Tobie po prostu płacz małego nieutulonego dziecka zepchniętego do piwnicy w imię "śmiertelnej powagi bycia dorosłym", które teraz dopiero ponownie po wielu latach może zabrać głos. Podpowiem Ci coś na wypadek gdybyś jednak cokolwiek zechciał w swoim życiu zmienić i taka myśl przemknęła Ci przez głowę: pacjentom się wybacza :) zawsze możesz zwalić na proces przez który właśnie przechodzisz. A jeśli nie jesteś pacjentem zawsze na podorężu masz WKZO :)) Zauważyłeś, że celowo ominąłem słowo "choroba" ? A jeśli to jednak nie choroba ? tylko proces jako trampolina do innej jakości Bycia i Życia ? Bo skąd my wszyscy tu wymienieni i pewnie setka i tysiące bezimiennych mielibyśmy wiedzieć co w Nas gra naprawdę, a co podaje fałszywą nutę, gdybyśmy dzięki Nu nie wzięli na warsztat całej klawiatury i nie sprawdzili wszystkich klawiszy grających melodie w naszych Sercach. Tak, to Droga, ale zobacz co jest nagrodą... więc otrzyj łzy, weź głęboki oddech, idź na spacer, zjedz coś, co tym razem ma sens i rozpocznij swoją Podróż Ku Wolności. Znaj Swój Cel !! Tak, może Ci się nie udać, bo kroczących tą Drogą było już wielu, możesz upaść sto razy i tyle samo się podnieść, możesz też znaleźć holownik i inne blogi i może się zdarzyć, że pod koniec Drogi zostaniesz sam, bo inni nie dotrzymają Ci kroku, będąc wpatrzeni w swoje zabawki, ale skąd wiesz, jeśli nigdy tam nie byłeś ? Pamiętasz co powiedziałem przechodząc po rozżarzonym do czerwoności dywanie z węgielków ? Strach to oszustwo :) choć cholernie realne. Nie przejmuj się, piszę to samemu będąc w Drodze, może kiedyś się spotkamy :) Pamiętaj tylko co jest nagrodą. Wiem, że czasami bywa trudno, dzieci, dom, praca, kredyty... i żeby tylko na taki luksus można było sobie pozwolić, bo czasami bywa przecież znacznie gorzej. Ale pamiętaj, że "stworzył Bóg człowieka na obraz swój i podobieństwo go stworzył". Więc może złapiesz się tych słów. Niedawno przeczytałem taką sentencję "Życie to gra. Paradoksalnie wygrywa ten, który "nie gra", a jest sobą". Polecam choć pomyśleć o tym, że możesz być Sobą. takim jakim zawsze chciałeś.

A ponieważ na zegarku dochodzi godzina 1 w nocy opowiem Ci jeszcze bajkę na dobranoc. I choć była już w grudniu 2011 roku jest wyjątkowa zapewniam :)



Dawno, dawno temu, a może wcale nie tak dawno... daleko, daleko za siedmioma górami... a może wcale nie tak daleko... rosły sobie Trzy Drzewa. Każde z nich było wyjątkowe, takie jak Ty i każde mając marzenia modliło się do Boga.
Pierwsze z nich modliło się takimi słowy: "Boże, spraw, aby stało się tak, że gdy przyjdą drwale i mnie zetną, aby zrobiono ze mnie piękną skrzynię do której włożą Największy Skarb Świata i będą przychodzili ludzie i monarchowie i wszyscy będą ten skarb podziwiali, a ja będę dumne, że noszę go w sobie.
Drugie drzewo modliło się tak: "Boże, spraw, aby stało się tak, że gdy przyjdą drwale i mnie zetną, zrobią ze mnie piękną łódź na której będzie pływał Największy z królów wraz ze swoją świtą i będę takie dumne, że niosę kogoś tak Wielkiego w sobie.
Trzecie drzewo modliło się tak: "Boże, a ja Ciebie proszę, aby mnie nie ścinano, bo chcę być jak najbliżej Ciebie".

Przyszli drwale i ścięli wszystkie Trzy Drzewa.

Z drewna pierwszego drzewa zrobiono mały żłób i umieszczono w ciemnej szopie. Były tam zwierzęta, brzydko pachniało, a zamiast Króla podawano w nim zwierzętom paszę. I smutne było drzewo, że Bóg nie wysłuchał jego modlitwy.
Z drugiego drzewa zrobiono rybacką łódź z której łowiono ryby, również brzydko pachniało i nie było widać ni śladu króla. I smutne było drzewo, że Bóg nie wysłuchał jego modlitwy.
A trzecie drzewo, to które nie chciało być ścięte, pocięto na kawałki i postawiono w ciemnej szopie. I smutne było drzewo, bo Bóg nie wysłuchał jego modlitwy.

Pewnego razu do małej szopy w której stał ów żłóbek weszło młode małżeństwo. Ona była ciężarna i porodziła syna, bo nie było dla nich miejsca w gospodzie. Położono dziecko w żłóbku na sianie i cuda zaczęły dziać się dookoła. Na niebie pojawiła się jaśniejąca gwiazda, przyszli pastuszkowie oddając dziecięciu pokłon i przyszli Trzej Monarchowie przynosząc w darze złoto, mirrę i kadziło. I wiedziało drzewo, że nosi w sobie Największy Skarb i było szczęśliwe, że jego modlitwa została spełniona.

Jakiś czas później na łódź zrobioną z drugiego drzewa wszedł młody mężczyzna wraz z innymi ludźmi, wypłynęli na połów, a gdy zerwała się burza on jej rozkazał się uciszyć, a ona go posłuchała. I wiedziało drzewo, że niesie w sobie Największego z Królów i było szczęśliwe, że jego modlitwa została spełniona.

Z trzecim drzewem domyślasz co się stało... zbito z niego krzyż i wręczono go mężczyźnie idącemu na Golgotę. Tam go ukrzyżowano, a w ostatniej godzinie rozdarło się niebo i zapłonęło blaskiem błyskawic i dało się słyszeć trzykrotne "Elohim" i wiedziało drzewo, że bliżej Boga już być nie może.

Morał z tej bajki jest taki: za każdym razem, gdy narzekasz, uważaj, być może właśnie w ten sposób Bóg spełnia Twoje marzenia.

A Słowo ciałem się stało... i myśl przybrała fizyczną postać. Tak jak to robisz codziennie.
Na koniec tego posta... choć mogło być o wiele więcej, pozwól, że jeszcze nie złożę Ci życzeń :) Zanim rzucisz się na karpia być może czytane właśnie dziś, gdy świętujemy Nowy Początek Twojego Nowego Życia pokażą Ci inną krainę i ujrzysz nowy świat:

Nie złożę Ci życzeń

Drogi Czytelniku Przyjacielu,
Nie złożę Ci dziś życzeń, abyś nie pomyślał, że w taki szczególny
sposób myślę o Tobie tylko raz w roku.
Nie złożę Ci dziś życzeń, abyś wiedział, że jesteś dla mnie Kimś
Ważnym i często o Tobie myślę... nie tylko Dzisiaj,
Nie złożę Ci dziś życzeń, bo nie chcę odzywać sie tylko raz w roku,
aby mieć z Tobą kontakt.
Nie złożę Ci dziś życzeń, bo zawsze życzę Ci Wszystkiego, co
Najlepsze, nie tylko Dzisiaj.
Nie złożę Ci dziś życzeń, abyś wiedział, że w ten sposób też można :)
bez poczucia winy.
Nie złożę Ci dzis życzeń, bo wiem, że to, co Nas łączy (jakkolwiek to
dziwnie brzmi :)) nie wymaga specjalnych okazji, aby "to coś"
podtrzymać.
I Nie złożę Ci dziś życzeń, bo w Nowym Roku będziemy mieli jeszcze
wiele okazji aby to zrobić, wszak Nowy Rok trwa cały Rok :))
I Nie złożę Ci dziś życzeń, bo... czasami Cisza potrafi wyrazić więcej
niż tysiąc słów.

Ale wiedz, że bez względu na to, że nie dostaniesz dziś życzeń ode mnie - oczami wyobraźni widzę Ciebie żyjącego w Zdrowiu, Miłości, Obfitości i Spokoju przepełnionego Radością z Małych Chwil oraz Świadomością tego, że całą resztę można kupić, dostać lub nauczyć się.

Przytulam Cię mocno do Serca
Grzegorz


Tekst jest mojego autorstwa AD2010 i zezwalam na jego kopiowanie z podaniem źródła, jeśli uznasz to za stosowne.
W trakcie pisania uroniłem kilka łez... bo gdybyś nie wiedział Prawdziwi Mężczyźni też płaczą :) więc jeśli to, co tu napisałem na tym blogu może się komuś przydać, po prostu wyślij mu linka. Bez nachalności, mądrze towarzysząc w jego Drodze, bo pamiętaj, że "nie wszyscy mają na 8 do szkoły" jak powiedziała kilkuletnia córka do Edyty chwilę po tym, gdy strapiona rzuciła myśl w jaki sposób można by ten świat zmienić... ;). Mały Mistrz w osobie kilkuletniego dziecka :)

Obudzić się. To Wszystko.

Dla osób nowoprzybyłych, Michał będzie nadal prowadził Nasz profil na FB.

Nie żegnam się... mówię tylko do widzenia Przyjaciele. Tu czy Tam... gdzieś się spotkamy jak Czas nam dopisze.

A teraz w Drogę...

Na ostatek... last but not least :) moja ulubiona piosenka http://youtu.be/QYsPsbAMXHE

I pamiętaj: nigdy nie idziesz sam. Nigdy !

Dziękuję Ci za to, że Jesteś.




środa, 19 listopada 2014

Historia z kropką nad 'R' :))

Czuję się spełniony czytając wszystkie historie ostatnich dni :)
Czasoprzestrzeń się zamyka, kolejne puzzle otaczającej rzeczywistości się domykają :) i żeby było ciekawiej, nie czuję smutku tylko wielką radość. Być może dlatego, że rzadko kiedy przyznaję sobie pochwałę za coś dobrze zrobionego, a teraz czuję Pełnię :)

Mirosława jednak się wyrobiła :) Mam pewien niedosyt, ale przesłanie tej wiadomości pozostaje niezmienne i wcale nie trzeba czytać między wierszami :) W każdym razie gratulujemy :) Poza tym ten list obala kilka faktów z którymi mierzy się cały czas społeczeństwo :)

Zatem słodkich snów i dobrej lektury :) Moja koleżanka mówi: owce chodzą w stadzie, orły latają wysoko, choć samotnie. Czasami trzeba oddalić się od tłumu, aby móc spojrzeć na swoje życie z góry i pod innym kątem. Ale czy musisz ? wcale. Czy możesz ? Zawsze. A wiesz, że możesz ?

Witam...

nie jest łatwo pozbierać myśli gdy rzeczywistość plącze się z mrocznymi faktami, które przysłoniły swoimi rozciągniętymi pazurami wiele dni i nocy. Myślę, że wygrałam tą walkę - a było beznadziejnie...
   Znamy to wszyscy, lecz nie wszyscy mają dość dużo samozaparcia i wiary w sens jakichkolwiek zmian.
W  kwietniu 2009 zostałam zdiagnozowana jako kolejny pacjent z NU/rak jelita grubego/.Straciłam grunt pod nogami.... nie wiem, może dlatego, że rodzice odeszli z tego świata zdiagnozowani /NU/, młodszy ode mnie o 5 lat brat również - i jakby tego było mało mąż mój w 2005 ... zadawałam sobie pytanie ?  co teraz? - odpowiedż sączyła się sama- kolej na mnie .
    A ta druga strona mojego JA -  o nie ....nie ma mowy - zakasać rękawy i do dzieła....
Zaczęłam od przypomnienia sobie zwrotów w j. niemieckim /a muszę dodać,że mam 62 lata/... nauka poprzeplatana strachem....ale nie chciałam jeszcze umierać.
Wyjechałam - poszłam tam do lekarzy... i tak zaczęła się moja przygoda z tą ohydną jak każda inna- chorobą.
W maju chemia  połączona z radioterapią.... bo tak tam jest ... podobno 70% pacjentów wychodzi zwycięsko.
Przyznaję, że było nieżle... nie licząc przerwy w radioterapii / spalona skóra  -2 tyg. szpital.
Sierpień- ostatnia chemia i naświetl..... Radość...Zmiana diety... bardzo pomogły soki i warzywa na parze.
Pażdziernik -  badanie kontrolne ... Null..Zero.. guz zniknął... :)
Następne badanie - styczeń- recydywa- .....znalazłam się w tych nieszczęsnych 30% ,które musiały poddać się operacji.Poszłam za ciosem... powiedziało się a -trzeba powiedzieć b.... Tak też zrobiłam.. 
Nie miałam nikogo, kto pomógłby mi podejmować decyzję... Nie jestem pewna ,czy dzisiaj powtórzyłabym to samo? ... Dzisiaj, kiedy uważam że mam doswiadczenie jako takie na temat  NU..
Wówczas - nic- pustka....Op.luty 2010... 
Jestem pacjentką ze stomią... po okresie zdrowienia... włącznie z zakażeniem bakteryjnym.... zasiadłam do komp.
- znalazłam - rak jest uleczalny - teraz przyznaję, że to prawda....JEST... tylko trzeba się otrząsnąć ze śpiączki.

To nie koniec mojej opowiastki...

Wróciłam do pracy... nie było może rewelacyjnie ale o.k.   A teraz proszę o uwagę....
Chcąc poprawić sobie nastrój / może? - nie wiem co to wtedy we mnie wstąpiło ?- bo córka do mnie mówi- mamuś ty nie możesz... /  i mięśnie ,które po chemii i naświetlaniach były niezbyt silne  poszłam na tajski masaż.
Też było o.k. - z tą różnicą, że bardzo krótko.... Z jakimś czasem nogi przestawały mnie nosić ... I na nowo- wizyty u lekarzy, którzy doszukiwali się przerzutu raka na kości / bo oczywiście nie przyznawałam się,że byłam na masażu- // kompletnie chyba mi mózg uszkodziła ta terapia//. No trudno... dzisiaj już po fakcie.
Postarałam się żeby znów trafić do znanych mi lekarzy... i co???? - kolejna operacja- ponieważ okazało się, że kości miednicy i krzyżowa są złamane w 9 miejscach....
Dzisiaj mam wstawioną blachę z kilkunastoma śrubami .... i znów się pozbierałam....
Żeby nie być pacjentką zawieszoną gdzieś w obłokach - zgłosiłam się na onkologię,.... chciałam tylko sprawdzić, czy u mnie wszystko w porządku? / może powinnam wtedy wybrać inną specjalizację- mam na myśli psychiatryka-to żart oczywiście...
 I wiesz , co się okazało??? nie????- to posłuchaj dalej....
Po wielu badaniach - prześwietleniach, scyntygrafii, tomografii......wszyscy zgodnie stwierdzili,że mam metastazę./grudzień 2011/
No ale tym razem, to ja nie chciałam się z tym zgodzić/ choć do tej pory byłam grzecznym pacjentem.
I żeby nie mój upór, to pewnie byłabym dzisiaj / jeżeli w ogóle bym była na tym padole/ po następnych naświetlaniach - bo żadna chemia już nie wchodzi w grę. 
 Ale problem był z blaszkami i śrubami, które mam zamontowane - na stałe / też nie wiem czy dobrze/
Trzeba było dostarczyć dokument, który mówi ile i jakiego rodzaju materiału użyto do składania tych połamanych kości. O.K. - Też to załatwiłam....

Po rozmowie z radiologiem usłyszałam coś w rodzaju- dobrze ,widzę ze jest pani nieufna,że nie chce się pani zgodzic na naświetlania - w takim razie skieruję panią na komisję,która ostatecznie zdecyduje, co z ty fantem zrobić.

Kurcze- nie mogłam się zgodzić. Miałam tyle argumentów przeciw... czułam się świetnie / mimo mojego stanu/

W porządku.....


Za jakieś 3 m-ce zostałam wezwana na komisję. Stawiłam się tam trochę z mieszanymi uczuciami - bo jak to sie zwykło mówić - licho nie śpi.

Orzeczenie komisji?- dla pewności ,że wszystko jest w porządku / tak też myślałam / proszę zgłosić się jeszcze raz na powtórzenie badań za pół roku.

Minęło pół roku, potem jeszcze pół  i jeszcze i jeszcze....

Nie zrobiłam tego co powinnam / czy powinnam? - nie wiem/ .
Sierpień 2014 - zdecydowałam,że nie będę dalej ignorantką... zrobiłam badania,w wyniku których lekarz orzekł - spotkamy się za rok .
Nie ma nic ,żadnych metastaz, czuje się świetnie,pracuję,jeżdżę rowerem jak nie na powietrzu ,to w domu.
Zaglądam na bloga NU ,który niestety kończy swoją misję- odwalił kawał dobrej roboty / przynajmniej ja skorzystałam z wielu rad. / Miło się to czytało - nie ma co...

Dzięki NU zmieniłam sokowirówkę na wyciskarkę, teraz wiem, że skorupka jajka to nie śmieć jak to pisał p. Tombak... nie lenię się, zawsze mam coś do zrobienia- żeby mi tylko wystarczyło życia by zrealizować swoje plany. Staram się żeby szansy,którą ponownie dostałam -ponownie nie zaprzepaścić.

  
Grzesiu... życzę Ci z całego serca wiary we wszystko co ma sens , dużo radości z życia i po stokroć 
                             
                            D Z I Ę K U J Ę    {#sun}   {#smile}{#sun}

                 również w imieniu tych, którzy nie napiszą.....

                                                                                   Mira
Tylko płakać :)) ze szczęścia oczywiście :)))



Jeżeli posiadasz konto na którymś z portali społecznościowych, podziel się tą informacją ze znajomymi :) Poniżej masz odpowiednie wtyczki.

I jeszcze dwa listy :))

Piszecie jak szaleni ;))) Ja też Wam dziękuję :) co to nagle za pospolite ruszenie na klawiaturze :)
"Zmuszony" jestem odłożyć dzisiejszego pożegnalnego maila, ponieważ zapowiedział się jeszcze jeden ważny list od Mirosławy, więc poczekam :)

Ale gdyby jednak nie zdążyła, albo głowa wtrącała za dużo wymówek, opowiem co napisała :) będziesz wiedział dlaczego chcę poczekać :)

Witaj Grzegorzu...
już nie zdążę... tak długo odkładałam.... nie spodziewałam się, że tak wspaniały blog może też mieć kiedyś swój kres.
   Trochę mi żal, bo miałam nadzieję, że przyda sie moja historia komuś, kto stracił wiarę w to, że może byc lepiej.
Przeżyłam prawie 5 lat od momentu postawienia diagnozy  -  NU -
Po jakimś czasie znalazłam Twojego bloga...... przyznaję... dodaje wiary, siły i chęci do walki o to co dla nas naj.....NASZE ŻYCIE
 Od razu zakończę, bo moja historia jest zbyt długa.

Kiedyś budowałam na piasku- zwaliło się. Budowałam z kamienia - zwaliło się. Teraz zaczęłam budować na dymie z komina - prawie 5 lat i mam nadzieję, że się nie zwali.
     Grzegorz - dziękuję Ci z całego serca za Twój upór w docieraniu do zamkniętych , smutnych i czasem bez cienia nadzieji na lepsze-serc.

                               Zyczę wszystkiego co najlepsze i najszlachetniejsze w życiu. Serdecznie pozdrawiam.
Zapowiada się powieść sensacyjna :)) Sam jestem ciekaw :)

A teraz jeszcze Małgosia, która już kiedyś opowiedziała swoją historię, powiedziałem wtedy, że zostałem "blogowym tatą" :)) dlaczego ? zaraz zrozumiesz. Po prostu Malgosia nie mogła zajść w ciążę, bo organizm był zbyt zatruty !! Choć to nie jedyny powód oczywiście. Uprzedam na wypadek gdyby rozniosła się jakaś wieść. Była pod opieką lekarzy, ale jeśli organizm widzi, że ciąża jest zagrożona ze względu na jego stan to po prostu nie dopuści do zapłodnienia i już. I lekarze rozkładali ręce nie biorąc pod uwagę innych czynników, bo przecież na studiach ich tego nie uczą.
No to posłuchaj, szczególnie jeśli jesteś młodą mamą :)

Cześć Grzesiu,
Dziekuje za tego bloga (nie raz juz to pisalam), za pojawienie sie go w moim zyciu
w odpowiednim momencie, że dzięki zetknieciu z nim zostalam mama i ze dzieki temu odkrywam teraz te niesamowita kraine jaka jest DZIECKO.
Gdybym zostala mama nawet rok wczesniej, nie bylabym ta swiadoma mama i chowalabym kolejne dziecko pasujace do "szarej masy". to tak mialo byc, bo ktos mi w odpowiednim momencie podsunal odpowiednia ksiazke, spotkalam innych odpowiednich ludzi etc... dziecko jest nieskalane gdy sie pojawia na tym ziemskim padole i to wlasnie my je psujemy. to my sie powinnismy od niego uczyc i to ono powinno nas wychowywac, a nie odwrotnie... ja ciagle ucze sie od swojego prawdziwego czlowieczenstwa i wolnosci. Trudne to lekcje, bo wymagaja wiele pokory, ale to najpiekniejsze lekcje jakie odbylam w zyciu. nie jest latwo byc bardziej niz inni swiadomym rodzicem. widziec jak doslownie udupia sie dzieci od kolyski, gwalci je przez ucho, upadla slowami, ktore tylko pozornie sa niegrozne. jak obecnie matki zupelnie zagluszyly w sobie intuicje i w rece pediatrow i innych ekspertow oddaja los swoich dzieci. bo "karmic piersia max tylko do 6 miesiaca, potem to juz rozpieszczanie a mleko matki i tak jest juz bezwartosciowe (SIC!!!), spanie z dzieckiem to juz w ogole szczyt wszystkiego. dobre dziecko, to dziecko ciche i spokojne. niewazne ze smutne i zastraszone. dziecko ma sie sluchac i tyle". a ze "rozrabia" - bo w ten sposob blaga o zwykla uwage - to juz taki z niego/niej ZŁY URWIS. dzis wiele dzieci ma problem m.in. z odczuwaniem bolu (czuja go jakby mniej), co jest skutkiem cesarskich ciec - dziecko nie przechodzac przez kanal rodny, nie uczy sie czuc swojego ciala. uklad nerwowy nie otrzymuje odpowiednich bodzcow i potem rozwija sie w nieodpowiedni sposob. moja córka do dzis w tydzien przed pelnia ksiezyca zle spi. nadal jest na to wrazliwa. jak komus o tym mowie to sie smieja, ze wymyslam. a jak mowie, ze przeciez ksiezyc wplywa na plywy morskie, to jak ma nie wplywac na ludzi, to nadal tkwia przy swoim. i nadal oddycha przepona. jestem z tego dumna. ze nadal jest nieskalana. nie chce jej karac, gdy zrobi cos nie po mojej mysli. tlumacze i mowie do niej jak do doroslego. wiem, ze od kiedy pojawila sie u nas, slyszy i ROZUMIE to co do niej mowie. szanuje jej wybory, nie ma dwoch lat, a wlasciwie ubiera sie sama, je sama poslugujac sie sprawnie widelcem i lyzka i rekoma - je to co chce (ponoc organizm sam wie czego mu brakuje, ale to dziala tylko wtedy gdy dziecko jest karmione mlekiem matki i nie papkami) i rzeczywiscie bywaja tygodnie, ze je tylko marchewke, potem tylko ryz, a potem cytrusy. choc najbardziej i tak smakuje jej mieso i ryby... zwyczajnie jej ufam. temu ze ona ma jeszcze te nieskalana intuicje. nie jest latwo, ale zawsze jak lekko zwatpilam w swoja droge, to zawsze wtedy pojawial sie jakis wpis na blogu i mnie stawial do pionu. dlatego bedzie mi twoich nowych wpisow brakowac. ale wierze, ze dobrze robisz, bo teraz mamy byc juz dorosli i samodzielni :) dzieki Grzesiu z calego serca, bo nie byloby mnie tu gdzie jestem, gdbyby nie TY. gdbym ci nie uwierzyla, zaufala i nie poszla swoja droga, ktora zawsze czulam w sobie, ale jakos balam sie nia pojsc.
strach nadal jest we mnie, ale wierze, ze dam rade. i ona pomaga mi w tym. ciekawosci i odwagi dziecka kazdy dorosly powinien sie uczyc, szukac ich w sobie zakopanych pod tonami WYCHOWANIA.
Tak Małgosia to widzi. Czy możesz mieć swój pogląd ? oczywiście, byle świadomy. Więc ile jest Ciebie w Tobie - zapytała Monika ?

I na koniec dzisiaj... chociaż kto wie co się może jeszcze zdarzyć list Ady :)
Witaj Grzegorzu,

Czytałam Twego bloga i będę nadal zaglądać na stronę jak w notatki sprawdzone:)
Bardzo dziękuję Ci za Twój wkład w budowanie świadomości czytelnika.
Pisałam kiedyś do Ciebie opisując po krótce historie mamy ( juz po jej śmierci) Dziś wiem, że to ja wtedy walczyłam za nią i zaanagazowałam moją energię. Wyjęłam z tego naukę dla siebie. Można pomóc, podpowiedzieć, ale za kogoś nie zrobimy niczego. To każdy z osobna, w swoim środku podejmuje decyzje, które dają mu napęd (lub nie). Dla mnie tamten czas był czasem ważnym dla mnie- zaczęłam szukać, co zdrowe, co istotne dla zdrowia itd. Zaczynam wprowadzać to w zycie, czasem krok do przodu, potem trzy do tyłu, ale jest znacznie lepiej. Ostatnio jednak organizm sam mówi mi, że ma dosyć tych wstecznych ruchów. Jestem więc na dobrej drodze.
Dziękuję Ci z całego serca i w pelni rozumiem wyczerpanie tematu. Ja też czuję,że pewne tematy, po ich wyczerpaniu należy zostawić, pójść dalej, bo trwanie w tym tylko zabiera energie.
Serdecznosci
Ada
Dziękuję to tak mało pod Waszym adresem, więc lepiej nic już nie powiem.

Jeżeli zainteresowała Cię treść tej wiadomości, zaprenumeruj ten blog i bądź na bieżąco! Wiadomości będą przychodziły na Twoją skrzynkę pocztową :) Jeżeli posiadasz konto na którymś z portali społecznościowych, podziel się tą informacją ze znajomymi :) Poniżej masz odpowiednie wtyczki.

wtorek, 18 listopada 2014

I ostatnia prosta przed finiszem :)

Na koniec dwa listy, jakby czekały na swoją kolejkę. To osoby, które możesz znać lub z którymi pracowałeś / -łaś. O Pani Teresie nie trzeba wiele mówić, była wspomniana kilka razy. Dziś dołączyła ze swoim listem :) A Mirek... po męsku zwróci uwagę na pewne detale :)
Dziękuję Wam Wszystkim.


Witaj Grzegorzu,
chcialam także coś napisać na zakończenie bloga i podziękować za wspólpracę...
Dziękuję Wam za zaufanie, za wglądy w Wasze historie, za cudowną współpracę i nagrody w postaci wiadomości o powrocie do zdrowia :))
Przypominam, ze ZAWSZE MAMY WYBÓR !
Uważajmy więc na słowa, które myślimy i wypowiadamy: zdrowienie , powrót do zdrowia NIE -choroba, leczenie..
I na tej ściezce Zdrowienia także mamy wybór: Być w Radości i Miłości do Siebie ,czy w lęku, żalu, złości...
"Pozwalamy innym być sobą "- bo to daje Wolność i nam i innym ! (czy lubimy być oceniani i krytykowani ??... hmmm.. ), więc odpuścmy dla Naszego Zdrowia !!!
No i moje ulubione zdanie do powieszenia w widocznym miejscu : Wolisz mieć rację, czy być szczęśliwy ?
 
Grzegorzu, zebrala się wokół Ciebie piękna grupa, gratuluję cudownej energii :)
Naprawdę , "dobra robota".
 
Zyczę Wam wszystkim  Zdrowia i wiary w Siebie :)

Pozdrawiam Sylwię i Czytelników bloga
 
Teresa Piotrowska

 
PS- List Sylwii jest cudowną "instrukcją" i podsumowaniem tego , co możemy dla siebie zrobić, gdy dowiadujemy się o chorobie i chcemy wyzdrowieć.

A teraz twarde podsumowanie na dalszą Drogę :)
Ciężko jest kończyć coś, w co włożyło się swoje serce i kawał życia.
Ale nic nie trwa wiecznie. Także dlatego, że jeżeli robienie czegoś, co wypływało z serca zaczyna być robione z musu, to serce z tego gdzieś znika.

Nie można robić czegoś wbrew sobie.

Dlaczego wbrew sobie ???   To jest trudniejsze do zrozumienia i wytłumaczenia. Ale postaram się..

Człowiek jest istotą wielowymiarową. Brzmi to trochę tak, jak wyświechtany banał, ale co to w praktyce znaczy.
Znaczy to to, ze nie można człowieka jednoznacznie zaszufladkować. Nie można jednoznacznie stwierdzić, dlaczego tak , a nie inaczej postąpił. Jeżeli sam człowiek tego nie wie, to tym bardziej osoba
z zewnątrz takiej analizy nie dokona.
Na całe życie człowieka - jego nawyki, postępowanie, sposób myślenia, przekonania, poglądy - ma wpływ wiele czynników. Uważny obserwator z zewnątrz dostrzeże, że każdy człowiek porusza się, dokonuje oceny,  przedstawia swoje poglądy wg określonego szablonu. Schematu. Oczywiście danemu człowiekowi wydaję się, że każdorazowo jest w tym co robi , mówi, działa… wyjątkowo oryginalny i niepowtarzalny, ale tak nie jest.  Tajemnicą jest, co złożyło się na taki, a nie inny szablon postępowania.

Od okresu niemowlęctwa jesteśmy tresowani. To się tak pięknie nazywa, że nas „wychowują”.. ale na jaki obraz i podobieństwo ????
Społeczeństwo w swojej masie tresowane jest, że należy się „martwić” (to słowo pochodzi od MARTWY), służyć innym (ale na zasadzie karmiącej, opierającej, sprzątającej mamusi) i  być ze swoimi myślami wszędzie, ale nie w swoim ciele.  W tym systemie nikogo nie obchodzi co dana osoba czuje, co potrzebuje. Nie można wyrazić, jako dziecko,  swojego zdania, bo natychmiast spotyka się takie komentarze: „.. co, niepodoba ci się… może uważasz, że po twojemu jest lepiej??? To znaczy, że nas uważasz za durniów?? No powiedz, że nami gardzisz, bo jesteśmy głupsi..no powiedz… przyznaj się do tego…”. A pisanie wypracowań pt : „Co poeta miał na myśli…”
Pisało się pod obowiązującą wykładnię lektury, bo jakiekolwiek rozwijanie  swojego  zdania kończyło się nieodmiennie uwagami: … za mało…   nie na temat…   temat słabo rozwinięty.. I gdzie tu miejsce na własny rozwój kreatywności ?? a czy pytałeś się kiedyś swojego dziecka co ono myśli i czuje na jakiś temat ? a może czuje coś innego niż myśli ? a może oczekujesz, aby myślało inaczej niż czuło ? bo uczuć przecież nie zmienisz, co najwyżej wytniesz w pień pasem, ale wtedy nie dziw się, gdy usłyszysz "myślę, że czuję..." to znaczy, że nie czuje. Nic. Do głowy możesz włożyć mu wszystko, ale Serca nie oszukasz.

I tak ten cyrk pod nazwą „wychowanie” się rozkręca do osiągnięcia jakichś 18 -  20 lat..
W efekcie dorosła osoba nie jest w stanie samodzielnie podejmować decyzji. Z łatwością poddaje się presji tzw autorytetów.
Mamusia wybiera mężusia córuni, synuś ma być dziarski chwat, co bez łez nosi na barkach cały świat.
I bywa, że w życiu człowieka przychodzi taki moment, że wszelkie rady tzw autorytetów są totalnie nieskuteczne. Człowiekowi poddanemu nieustannej presji otoczenia, rodziny, pracy, zaczyna sypać się zdrowie i taki człowiek oczekuje zbawiennej rady od kogokolwiek, kto mu powie jak dalej ma postępować.
Jednym z wielu takich programów, jest program o dobroczynnym działaniu służby zdrowia, która dniem i nocą czuwa, żebyśmy się czuli zdrowo i bezpiecznie.
Tak, służba zdrowia jest nieoceniona w przypadkach urazów,
w przypadkach, kiedy operacja ratuje życie i setce innych, które przesuwają granice niemożliwego.

Natomiast kiedy dokuczliwość zwana chorobą nie ma ustalonego pochodzenia, wtedy zaczyna się „leczenie” . Boli? Środek przeciwbólowy. Natręctwa myśli? Psychotropy. Jakiś stan zapalny? Antybiotyk szerokiego rażenia.. Itd. Itd.
I także w momencie kiedy w człowieku pojawia  się NU, zaczyna się leczenie objawowe, bo przyczyny podobno nadal nie znamy. Zatem "dlaczego" ?

Jakiś miesiąc temu kupiłem książkę. Rewelacyjnie zachwalana
w Internecie. Książka poświęcona najbardziej nieznanej i wrażliwej części naszego jestestwa. Poświęcona badaniu tego, co powinno się czynić z wyjątkową starannością, etyką i zapewnieniem bezpieczeństwa działania.
Ksiażka „Człowiek i jego układ nerwowy”. Autor Mieczysław Krause.
Opis z Internetu:
>> Autor w przystępny sposób wyjaśnia budowę i działanie układu nerwowego człowieka. Pokazuje jaki wpływ na ludzkie zachowanie mają określone struktury układu nerwowego, z drugiej strony analizuje te zachowania w kategoriach neurofizjologicznych. Książka przeznaczona jest nie tylko dla osób zawodowo zajmujących się tą tematyką, lecz także dla wszystkich tych, którzy pragną zrozumieć zachowania ludzkie i wykorzystać tę wiedzę w swojej pracy: wychowawców, polityków, menedżerów, prawników.<<
I już w przedmowie jest napisane coś, co zjeżyło mi resztki włosów na głowie:
>>Oddając te rozprawę w ręce czytelnika, autor ma nadzieję, że torując drogę do zrozumienia działania mózgowia tzn. ułatwiając podejmowanie motywów ludzkiego postępowania przyczyni się do bardziej humanitarnego spojrzenia na jego współplemieńców. Powinna ona przekonać czytelnika, że wojny i niektóre inne gwałtowne niepokoje społeczne są wynikiem zachwiania równowagi psychicznej i jako takie powinny stać się przedmiotem postępowania lekarskiego.
Na szczęście współczesna farmakologia odkrywa coraz to nowe substancje z grupy środków uspokajających (trankwilizatorów), które umożliwiają tłumienie albo korygowanie niewłaściwie przebiegających procesów psychicznych. Dodając takie substancje  do wody lub żywności albo rozpylając je w powietrzu można by zapobiegać masowym niepokojom ludności i ich tragicznym następstwom.<<
Taaak, wydaje się, że wojna przy tym to mały pikuś. Ale może właśnie jesteśmy na wojnie, tylko nie takiej prawdziwej, gdzie strzelają, ale wojnie o Twoją Świadomość. Pomyślałeś o tym ?
Zatem jak zachować normalność w świecie, w ktorym brak norm stał się już normą albo jak kto woli "nie napić się z zatrutej studni" ? Odpowiedź jest prosta: Świadomie :)

I wracamy do konieczności zakończenia bloga. W momencie kiedy  Grzegorz zaczął odczuwać przymus pisania,  bo ktoś gdzieś czeka na kolejną informację.... skończyło się pisanie z serca.
I Grzegorz przestaje pisać, ale pisać na TYM blogu.
I kiedy u Grzegorza inaczej zabrzmi Serce, doczekamy się innego bloga.
Może pisanego dla tych, dla których ten blog był drogowskazem.
A nie „ostatnią deską ratunku”…….
Mirek
Jak widzisz nie odcinamy się od świata, który istnieje obok Nas. Po prostu inaczej na niego spoglądamy. Pamiętaj: lekarze są potrzebni, szpitale również, leki również ratują życie, osoby po przeszczepach nie mogłyby bez nich żyć. Leki są potrzebne do momentu w ktorym przestają być. Dla wielu osób to naprawdę "ostatnia deska" i znana jest historia Pana, który poszedł do szpitala z nadzieją, że jeszcze ma szansę. A że zgłosił się za późno, a raczej za późno odkryto co w nim siedzi poddano go operacji, która miała przygotować go na dalsze leczenie. Ale to co zobaczono w środku, zaparło wszystkim dech w piersi, więc Pana zaszyto celem skierowania na opiekę paliatywną. Ale cud rozegrał się później, gdy ów mężczyzna zapytał lekarza "jak poszło" a ten podobno nie chcąc odbierać mu nadziei na "dni ostatnie" powiedział, że "świetnie, będzie Pan zdrowy". Tak zaczęła się jego podróż do zdrowia. Mężczyzna wyzdrowiał ku zdumieniu wszystkich, bo wszyscy widzieli go już tylko w jednym miejscu. Co zadziałało ? czy lekarz nie przekonał podświadomości pacjenta, że właśnie wycięli wszystko co mogli i teraz nie pozostaje mu nic innego jak tylko wyzdrowieć ? :) Ale tak samo można w drugą stronę !! Dlatego słowa mają tak potężną moc !! z której niestety często nasi kochani lekarze nie zdają sobie sprawy. Dlatego idź do lekarza, słuchaj lekarza :) ale jednocześnie miej w sobie tę odrobinę odwagi, aby pytać, dociekać, badać, zmuszać siebie do myślenia. Wtedy ów wyrocznia (bez ironii) w białym stroju Ciebie również zacznie postrzegać... inaczej. A jeśli spotkasz takiego, który Pytających i Świadomych nie lubi, zapytaj sam siebie czy jest odpowiednią osobą, aby Ciebie prowadzić. I nawet jeśli powie "dieta nie ma znaczenia" to Ty już przynajmniej wiesz, że jest inaczej. A jeśli nie wiesz ? to poczytaj, niekoniecznie tego bloga.

Jutro część III, ostatnia :)

Jeżeli zainteresowała Cię treść tej wiadomości, zaprenumeruj ten blog i bądź na bieżąco! Wiadomości będą przychodziły na Twoją skrzynkę pocztową :) Jeżeli posiadasz konto na którymś z portali społecznościowych, podziel się tą informacją ze znajomymi :) Poniżej masz odpowiednie wtyczki.

sobota, 15 listopada 2014

A dziś poznaj historię Sylwii, czyli dostałem taki list :)))

Nawiążę na chwileczkę do postu o "WKZO", bo kilka osób nie zrozumiało :) oczywiście, że miało być ironicznie i sarkastycznie. Po prostu obecnie mamy takie czasy, ze posiadanie czegoś o jakiejś dumnie brzmiącej nazwie i ciągnięcie za sobą torby leków jest modne :) Tak, leki są potrzebne, poza chwilami, gdy już nie są ;) czasami odnoszę wrażenie, więc zamiast "rzsów" i "atpów" powiedz, że Ty masz dla odmiany "WKZO" :)) niedawno zdiagnozowano :)) leczenie okazuje się nieskuteczne w Twoim przypadku, a napewno jest zaraźliwe :)) zarażasz optymizmem i nadzieją a to już dużo :)) paniał ? :)

Dziś pożegnalna historia Sylwii. Po prostu przeczytaj i otwórz umysł, bo Sylwia dokonała rzeczy wielkiej, tylko dlatego, że chciała :)

Hej Grzesiu,
chciałabym  także kilka słów napisać na zakończenie Twojego bloga.
[...] usunąłem kilka zdań pochwał, bo nie o nie tu chodzi :) w każdym razie Dziękuję :)

Twojego bloga znalazłam "przypadkiem’’ gdy dowiedziałam się,że znajoma ma raka, było to około 3lata temu na dworcu gdy czekałam na pociąg...gdy weszłam na bloga Twojego zabrakło mi słów ...dosłownie!nie miałam wtedy pojęcia,że da się wyleczyć raka i podobne ''ciezkie’’ przypadki uznawane za medycynę konwencjonalną!najlepsze bylo to, że sama w wieku 21 lat dowiedziałam się,że także "cierpię" na "nie-uleczalna’’ chorobę i, jak to lekarze mówili mam szykować się tylko na pogorszenie stanu w każdym dniu no i na wózek  inwalidzki… oprócz tabletek nic mi nie mogli wiecej pomóc… i tak przez chwilę żyłam w tej wierze, że nic mi innego nie zostało jak zaakceptowanie mojego stanu zdrowia… jednak na co chcę zwrócić uwagę to to, że ja mimo "choroby’’bardziej sie przejęłam moją znajomą i byłam w stanie dla niej wszystkie informacje znależć i książek przesortować jak można wspomóc  swój  organizm,a niż mój …co pokazuje jak często bardziej zależy nam na innych, a niż na własnej osobie! mimo mojego wysiłku w stosunku do mojej znajomej nie byłam jej stanie przekonać o medycynie naturalnej i wybrała medycynę konwecjoną...co mnie bardzo zasmuciło,ale co mi pokazało, że obojętnie ile energii i miłości, a także wysiłku włożymy pomoc innym to i tak często nic to nie da, a co może się jeszcze stać przez takie zachowanie to to, że może nas przez taką pomoc oddalić od tej osoby…szybko wyciągnęłam  wnioski i zajęłam  sie sobą, i jedyne jak mogę nakłonić  innych do zmiany to tylko, aby zrobić to swoim przykładem,aby być tym co głosimy i wierzymy, nie możemy pokazać komuś gdzie jest ta droga, dopóki sami nią nie pojdziemy i pokażemy,że jest to możliwe o czym mówimy...najpierw zróbmy to sami!!! i jeżeli mi sie udało to Tobie także się uda ponieważ nie jestem bardziej wyjątkowa od Ciebie! Zatem zachęcam z mojego doświadczenia,aby tak na prawdę skupiać się wyłącznie na sobie i nikogo na siłę nie przekonywać i nie zmuszać do zmiany,poświęćmy tę energię dla nas! Więc wzięłam odpowiedzialność za swoje życie i zrozumialam, ze nikt tego nie moze zrobić oprócz mnie. Zaczęłam zmieniać dietę, bo jak to Nasz kochanyOjciec medycyny powiedział "Niechaj pożywienie będzie lekarstwem, a lekarstwo pożywieniem”(Hipokrates) zatem wyrzuciłam mięso,ryby,mleko i wszystko co pochodzi od zwierząt  oraz przetworzone produkty z mojej diety.Wprowadziłam owoce i warzywa, ziarna ,a także kasze, wtedy jeszcze nie wiedziałam,że gluten jest aż taki szkodliwy, po czasie i biała mąka została usunięta  z cukrem rafinowanym- ksylitol,karob czy stewia ewentualnie miód goszczą w moim menu, zielone szejki i soki wyciskane z wyciskarki!!!wprowadziłam oczyszczania do mojego zycia, zaczynajac od jelita, wątroby i nerek,a kończąc  na układzie krwionośnymi limfatycznym, również DOBRE suplementy tak ważne! Czułam się każdego dnia lepiej, jednak do końca moje wszystkie dolegliwości nie zosały zlikwidowane i nie wiedziałam czemu…wtedy Grzesiu poraz kolejny służył mi swoim wsparciem,polecił  mi zrobić vega test, zrobilam…okazalo sie, ze mnóstwo rzeczy jeszcze w srodku jest we mnie (pasozyty, grzyby, bakterie etc. zaczęły  sie zioła i homeopatia i wtedy jeszcze lepiej sie czułam jednak nadal nie był to efekt piorunujący!!! aż dowiedziałam się o emocjach i myślach jakie maja wpływ na nasze zdrowie, o tym że krytyka, niechęć wybaczenia zazdrość, zawiść, brak akceptacji do siebie i do całego świata blokuje nasze uzdrowienie!!! zatem zabrałam się za pokochanie siebie…co uważam,że jest najważniejszym  i jednym z najpiękniejszym procesem w naszym życiu!!! czasem byłam zła na moją ’’chorobę’’ że tyle energii i wysiłku mnie ona kosztuje, ale później, aź do dnia dziejszego czuję ogromną wdzięczność, że się ona pojawiła  na chwilę, pokazała mi nowy swiat, nowe życie, a także dzięki całej tej sytuacji poszłam na studia medycyny naturalnej! dzięki mojej "chorobie’’poznałam cudownych ludzi, którzy  pomagają wrocic do zdrowia pod warunkiem, że jest się gotowym na to, na poznanie siebie,a także zmianę,ktora czasem dla umysłu naszego szalonego i starych nawyków nie jest "łatwa", ale warto! Odnalazłam także swoją drogę życiową! Grzesiu byl w całym tym procesie ze mną, gdy potrzebowałam albo gdy chciałam wspomóc swój organizm jeszcze bardziej przez sprawdzone suplementy oraz przez niesamowite posty, które poszerzały moją świadomość!
Moje zdrowie jest cały czas w lepszym stanie, badania są coraz to lepsze! i wiem,że będzie tylko lepiej! Jednak medycyna naturalna to wolniejszy proces niż w medycynie konwencjonalnej, która często przynosi krótkie uwolnienie w bólu... zatem chcę napisać żeby także być uprzejmym dla swojego organizmu, cierpliwym i wyrozumialym! całe życie karmiliśmy go "szkodliwym’’ jedzeniem więc też  z dnia na dzień na cuda nie liczmy aczkolwiej w moim świecie wszystko jest już możliwe! Podsumując kochani, z mojego doświadczenia, aby powrócić do zdrowia  musimy skupić się na całej naszej istocie,nie tylko to co wkladamy do ust,ale także jakie są w nas emocje i jakie myśli każdego dnia odwiedzają nas i w które wierzymy, czy one wspierają naszą osobę czy tylko oddalają nas od siebie samych? jakie przekonania towarzyszą nam od lat!wiedzmy,że każda komorka naszego cudownego ciała rozumie Nas i odpowiednio reaguje!ciało jest naszym sługą!zadbajmy o swiątynię naszego ducha,dostarczając sobie także odpoczynku i relaksu oraz niech śmiech i radość oraz miłość wypełniają każdy Nasz dzień!, a wtedy cały Wszechświat zauważy,że żależy nam aby nadal żyć i nie ma takiej możliwości żeby nam nie dał wsparcia!!! Dziekuję Grzesiu za przyczynienie się do mojego uzdrowienia i życzę Ci wszystkiego dobrego,a  także  wszystkim czytelnikom! przytulam z miłością :)
Sylwia:)


P.S 

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, uświadomiłem sobie,
że emocjonalny ból i cierpienie są tylko ostrzeżeniem dla mnie,
żebym nie żył wbrew własnej prawdzie.
Dziś wiem, że to się nazywa
AUTENTYCZNOŚCIĄ.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, zrozumiałem,
jak żenujące jest dla innych, gdy narzucam im własne pragnienia,
wiedząc, że ani nie nadszedł odpowiedni czas,
ani tamta osoba nie jest na to gotowa,
nawet jeśli byłem nią ja sam.
Dziś wiem, że to się nazywa
SZACUNKIEM DO SAMEGO SIEBIE.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie,
przestałem tęsknić za innym życiem i mogłem dostrzec,
że wszystko wokół mnie stanowi zaproszenie do rozwoju.
Dziś wiem, że to się nazywa
DOJRZAŁOŚCIĄ.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, zrozumiałem,
że zawsze i we wszystkich okolicznościach
jestem we właściwym momencie i we właściwym miejscu
i że wszystko, co się dzieje, jest właściwe.
Od tamtej pory mogłem być spokojny.
Dziś wiem, że to się nazywa
WEWNĘTRZNĄ PEWNOŚCIĄ.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie,
przestałem ograbiać się z wolnego czasu
i przestałem tworzyć kolejne wielkie plany na przyszłość.
Dziś robię tylko to, co sprawia mi radość i przyjemność,
co kocham i co sprawia, że moje serce się uśmiecha.
I robię to na swój sposób i we własnym tempie.
Dziś wiem, że to się nazywa
RZETELNOŚCIĄ.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, uwolniłem się
od tego wszystkiego, co nie było dla mnie zdrowe.
od potraw, ludzi, przedmiotów, sytuacji i od wszystkiego,
co wciąż odciągało mnie ode mnie samego.
Na początku nazywałem to "zdrowym egoizmem"
Ale dziś wiem, że to
MIŁOŚĆ DO SAMEGO SIEBIE.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie,
przestałem chcieć zawsze mieć rację.
Dzięki temu rzadziej się myliłem.
Dziś wiem, że to się nazywa
SKROMNOŚCIĄ.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie,
wzbraniałem się przed życiem w przeszłości
i troską o własną przyszłość.
Teraz żyję chwilą, w której dzieje się WSZYSTKO.
Żyję więc teraz każdym dniem i nazywam to
DOSKONAŁOŚCIĄ.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, uświadomiłem sobie,
że moje myślenie może uczynić ze mnie chorego nędznika.
Kiedy jednak zwróciłem się do sił mojego serca,
mój rozum zyskał ważnego wspólnika.
Ten związek nazywam dziś
MĄDROŚCIĄ SERCA.

Nie musimy już się obawiać sporów,
konfliktów i problemów z samymi sobą i z innymi,
ponieważ nawet gwiazdy wpadają na siebie, tworząc nowe światy.
Dziś wiem, że
TO JEST WŁAŚNIE ŻYCIE!
-Charles Chaplin
PS.
Chciabym powiedzieć coś na koniec wszystkim przeciwnikom "magicznej wody" jak to zlośliwie określa się homeopatię. Mam dla Was złą wiadomość :) Śląska Akademia Medyczna prowadzi już nawet studia podyplomowe (dla lekarzy) w tym kierunku :))))


Jeżeli zainteresowała Cię treść tej wiadomości, zaprenumeruj ten blog i bądź na bieżąco! Wiadomości będą przychodziły na Twoją skrzynkę pocztową :) Jeżeli posiadasz konto na którymś z portali społecznościowych, podziel się tą informacją ze znajomymi :) Poniżej masz odpowiednie wtyczki.

piątek, 14 listopada 2014

Wyznanie Joanny, czyli dostałem taki list :))

Posypała się lawina maili :) bardzo dziękuję, ale nie będę tęsknił za blogiem
W ciągu zaledwie tego tygodnia, gdy dałem znak podświadomości, że kończymy z tematem, poziom mojej energii witalnej wzrósł o kilkadziesiąt procent :) Mówię Ci to także po to, abyś był / stał się świadomy tego jak współpracują z Tobą / z Twoim ciałem otaczające Cię energie / otoczenie / ludzie. Sposobów ochrony jest wiele, z modlitwą na czele. Bez względu na to jak racjonalny jesteś i tak jesteś sumą energii. Z łatwością akceptujemy fakt, że naświetlania mają wpływ na komórki ciała, ale wielu osobom z trudem przychodzi poskromienie uśmiechu, gdy mówimy o możliwości wpływania na zdrowie swoją energią. A o czym mówił film dr. Bruce'a, który pokazałem w ub. tygodniu ? :) Przecież każdy z Nas słyszał w swoim życiu choć raz o wampirach energetycznych, często nawet sami używamy takich słów jak "czuję się jakby ktoś wyssał ze mnie energię..." nie zdając sobie sprawy, że być może faktycznie opisujemy swój stan.  A bycie lokomotywą już przerabiałem kilkakrotnie, więc także dziekuję, bo teraz wiem, co dalej i czego chcę. A czy Ty wiesz, czego chcesz w swoim życiu ? czy bardziej skupiasz uwagę na tym, czego nie chcesz ? :)

Zatem dziś historia kolejna (szkoda, że taka krótka ;), cóż dodać, coś pięknego :)
Frank Zappa powiedział kiedyś, że "ludzki umysł jest jak spadochron, najlepiej działa wtedy, gdy jest otwarty". Zatem otwórz umysł na Nowe, zapnij pasy i życzę miękkiego lądowania :)

Jestem lekarzem 18 lat, mieszkam w Gdyni.
Odkąd pamiętam przez długie lata robiłam bałagan we własnym życiu odchodząc coraz bardziej od tego, co Ktoś tak wspaniale urządził.
Z 7 lat temu zaczęłam wreszcie COKOLWIEK zmieniać.  Bez medykamentów uporałam się z silną anemią (mam na pamiątkę stare wyniki morfologii z hemoglobiną na poziomie 8.1), rozregulowaną tarczycą oraz raz na zawsze przestały chorować moje dzieci (przechodziły częste zapalenia oskrzeli, gardła, uszu- z perforacją błony bębenkowej, raz nawet płuc). To efekty zmiany diety z małymi weekendowymi odskoczniami.
Wiedziałam, że potrzebuję tych przemian bardziej niż najbliżsi..
Później grupy osób w bieli rozważały mój 'przypadek'.. Spakowałam się i ..poszłam sobie...Przebudowywać siebie.

Wtedy- na pierwszym etapie 'Gersona' poznałam Grzegorza. Kogoś- Kto realnie, tu w Polsce przełamał stereotyp!
Z kim mogłam pogadać, którego mogłam poczytać. Osoba z wielkim sercem. Otworzył mi oczy na ogrom spraw, dzięki czemu działania nabrały rozpędu. Był wtedy, gdy bardzo potrzebowałam wsparcia- zwłaszcza na początku pojawienia się silnych reakcji na uzdrawianie. Był wtedy i jest i świetnie mieć takiego Przyjaciela. Dziękuję Ci Grzegorz, że jesteś.

Robię od ponad roku:
*8-9 świeżo wyciskanych soków dziennie
*3 'odwrócone kawy' do kompletu
*reszta to surowe owoce, warzywa, czasem orzechy, zioła- choć do czerwca- była jeszcze owsianka i zupa Hipokratesa wg Gersona
W dodatku:
Piorę w orzechach, czyszczę sodą, sokiem z cytryny.
Moje kosmetyki to- szare mydło i liner z roślin i tusz do rzęs.

A dla rodziny- kuchnia makrobiotyczna z surowymi śniadaniami.
Widzę, że dobre życzenia i słowa kształtują oraz ile znaczy właściwy odpoczynek, sen.

Roczny bilans to:
*ustąpiła arytmia
*lewa noga w końcu nie jest 'ciężka' (mimo aktywnego trybu żyłam z tym kilkanaście lat)
*coraz to piękniejsze włosy (wcześniej robiłam wiele a efektów mało) i paznokcie
*kilkuletnia, wielkości grosza, uwypuklona sprawa na skórze, która po usunięciu pojawiła się znowu- zniknęła
*więcej radości życia- tej wolnej od czynników z zewnątrz (dzieci mówią- że jestem inna, lepsza..)

Jeszcze tylko, że dobrze mi i smacznie na surowym.

Serdecznie pozdrawiam i dziękuję Osobom piszącym tutaj, które przez to mnie wzmacniają.

Joanna
Ode mnie: przypomnę Ci tylko, że dieta surowa jest mocno wychładzająca, więc nie jest dla każdego. Najlepiej abyś znał swój profil metaboliczny i wiedział jak ciało reaguje na surowiznę. O konstytucjach ciała wie zarówno Tradycyjma Medycyna Chińska jak i ayurveda. My jeszcze potrzebujemy trochę czasu, aby widzieć związek.

Jeżeli zainteresowała Cię treść tej wiadomości, zaprenumeruj ten blog i bądź na bieżąco! Wiadomości będą przychodziły na Twoją skrzynkę pocztową :) Jeżeli posiadasz konto na którymś z portali społecznościowych, podziel się tą informacją ze znajomymi :) Poniżej masz odpowiednie wtyczki.

poniedziałek, 10 listopada 2014

Pożegnanie z blogiem cz. 2


Dziś będzie wisienka na torcie, choć smakowita, obfita w ilości i kształcie, ale chcę mieć poczucie, że tego bloga wycisnąłem jak cytrynę i dostałeś absolutnie Wszystko :) a dostałeś, lecz sądzę, że nie będziesz miał mi za złe, gdy jeszcze tchniemy trochę życia w strapione życie zdrowiejących :)

Zaczniemy historią Magdy, która pokonała endometrium. Magda opisała swoją historię niedawno, więc możesz ją łatwo wyszperać (nie, nie dostaniesz linka). Wiesz co było najciekawsze w tym studium przypadku rozumianego również jako lustro dla relacji międzyludzkich... że gdy odpięła się od matrixa tego zjawiska zaczęła doświadczać po prostu ataków na siebie ze strony chorujących (bo zdrowiejąca chciała być tylko ona). A jak to zrobiła ? po prostu przestała się utożsamiać / identyfikoać z nimi i z tym zjawiskiem !! A odpięła się bardzo prosto... zerwała kontakt z tzw. grupą wsparcia. Z pomocą p. Teresy poczuła się na tyle silna, że postanowiła kroczyć sama. Bo co jej po grupie tzw. wsparcia, choć w tym przypadku powinno się ją chyba nazwać "grupą wyparcia" jeśli była jedyną, która rozumiała te subtelne różnice chociażby w słownictwie, które tłukę Ci do głowy od jakiegoś czasu. Czułbyś wsparcie w takiej grupie ? ja nie. To tak jak w tej bajce o królu (którą już opowiadałem), którego dworzanie napili się z zatrutego źródła i oszaleli, a ponieważ on pozostał przy zdrowych zmysłach, wszyscy myśleli, że to właśnie z nim jest coś nie tak, piękne prawda ? więc załamując ręce słysząc diagnozę może przyjdzie Ci przez myśl, że te wszystkie osoby padły "ofiarą" snu Szalonego Kapelusznika rodem z bajki o Alicji ? bo jeśli dziś zapytałbym każdego pacjenta wprost "skąd wiesz, że Nu jest be ?" to dojdziemy do kilku zbliżonych odpowiedzi o podobnej treści: najpierw większość zgodnie powie "wszyscy dookoła mówią, że jest be, więc jak może być inaczej", później znajdziemy "skoro lekarze nie znają 100% sposobów to co ja mam powiedzieć...", dalej "nie jestem lekarzem, więc...", i na koniec "skoro tylu osobom się nie udało dlaczego mi ma się udać, jeśli nawet celebryci....". Obraz umysłu pacjenta w kilku słowach. Tak, zdarzają się wyjątki, które potrafią dosłownie porzucić tę bajkę, odpiąć się od tego pola informacji i samodzielnie szukać, szperać, czytać i pracować nad sobą. A teraz niespodzianka dla śpiochów :) To, że percepcja i TWOJE PRZEKONANIA NA TEMAT SWOJEGO ZDROWIA I ZDROWIENIA mają WPŁYW na ten proces jest FAKTEM UDOWODNIONYM NAUKOWO :) Jeśli w tym momencie przez Twoją głowę nie przeleciała fala "aaaahaaaaa" połączonej z entuzjazmem to doprecyzuję, że mówiąc percepcja mam na myśli to Jak Siebie Postrzegasz / Widzisz.Więc pozwól, że zadam Ci teraz bardzo proste pytanie... jeśli to jak myślisz i jak czujesz NA SWÓJ TEMAT MA WPŁYW na Twój proces zdrowienia to jak zaczniesz myśleć od chwili obecnej o sobie i procesie, który właśnie przechodzisz ? A jeśli potrzebujesz naukowego dowodu to niech przemówi światowej sławy odkrywca "Biologii przekonań" - film celowo wklejam od pewnego momentu, jest kluczowe, abyś obejrzał chociaż tę część do końca: http://youtu.be/qy29WIZxUOU?t=49m57s

Zatem Magda się rozpisała, która potwierdzi i zauważy to i owo  :))
"Pamiętaj, że jeśli Ty nie zabierzesz głosu w swojej sprawie, nie zrobi tego nikt"

Te słowa przeczytałam w pierwszej części pożegnania z blogiem napisanej przez Grzesia i mocno zwróciły moją uwagę i jak ja to mówię, dotarły do serca....czyli poruszyły odpowiednie struny...

Trochę czasu zajęło mi zrozumienie tej prawdy, która moim zdaniem jeśli stanie się świadoma i zamanifestuje w naszym życiu jest w stanie uleczyć nas ze wszystkiego, bo cała siła do tego by uzdrowić samych siebie jest naprawdę w nas i to my jesteśmy za to odpowiedzialni, tylko my..

Myślę, że większość z nas, tak jak i ja, nie wiedziała o tym. Nikt mi wcześniej nie przedstawił tej prawdy. Nikt mi o tym nie powiedział. Nie wiedziałam, że mam w sobie taką moc. Moja wizja postrzegania siebie i świata była raczej negatywna, ciemna, mroczna, pesymistyczna.  Byłam biernym odbiorcą tego co mi mówiono i kazano robić i przyjmowałam to za prawdę, nie zadawaj-ać zbyt wielu pytań.

 Mam nieodparte wrażenie, że telewizja i przekazy z niej płynące faszerują nas fałszywymi wiadomościami każdego dnia.
Czy kiedykolwiek zwróciliście uwagę na ilość reklam lekarstw, tabletek przeciwbólowych, środków przyspieszających odchudzanie, leków na grypę, etc.
Jakby producenci lekarstw chcieli poprzez te reklamy wręcz zachęcić nas do chorowania.
Piękne, kuszące opakowania cud leków, które wręcz obiecują uzdrowienie z chwilą ich spożycia.
Nie zwracałam na to wcześniej uwagi ponieważ sama byłam uzależniona od brania tabletek przeciwbólowych. Brałam leki przeciwbólowe nawet jak pojawiał się u mnie najmniejszy ból głowy. Nie umiałam wtedy inaczej. Nie umiałam połączyć faktów i zastanowić się, że ten ból głowy może na przykład wynikać z niedoboru płynów w organizmie. Nie wiedziałam, że można inaczej. Może dlatego, że byłam wychowywana w takim, a nie innym domu, z takimi a nie innymi rodzicami. Ale nie będę tu nikogo za nic
obwiniać, bo całkiem niedawno zrozumiałam, że obwinianie kogoś innego, to tak jakby obwinianie samego siebie, które do niczego tak naprawdę nie prowadzi.
Myślę, ze tu po prostu chodzi o to by już nie rozstrzasac przeszłości, tylko wziąć odpowiedzialność za siebie samego!
I wtedy nie będzie potrzeby żeby kogokolwiek, o cokolwiek obwiniać. Bo nasze życie jest naprawdę w naszych rekach, jeśli tylko tego chcemy.

W moim przypadku, dopiero niestety kiedy zachorowałam moje myślenie zaczęło ulegać przemianie oraz mój sposób postrzegania samej siebie i życia zaczął ulegać zmianie.
 Opisałam swoją historię na blogu, więc w tym poście nie chcę jej powtarzać, ale dzięki chorobie jaką przeszłam moje życie uległo wielkiej zmianie i zmieniło się na lepsze!
 Był to bardzo trudny czas i nie chcę już do tego wracać, bo tak jak pisze Grzesiu swoją świadomość ukierunkowałam na ZDROWIE, SZCZĘŚCIE, SAMOSPEŁNIENIE, RADOŚĆ, bo wierzę i zauważam, że sygnały i myśli jakie wysyłamy naszemu CIAŁU są przez nie odbierane na POWAŻNIE i ciało jakby dostosowuje się pod nasze myśli i życzenia, więc naprawdę trzeba być uważnym na sygnały i myśli jakie się wysyła CIAŁU, bo ono je po prostu spełni!

Kiedy dowiedziałam się, że Grzesiu rozpoczyna proces żegnania się z blogiem również postanowiłam podzielić się z Wami swoimi refleksjami, tym bardziej, że Grzegorz i jego blog oraz opisywane w nim historie rożnych ludzi był dla mnie takim zapłonem do zmiany i dziękuję Wam dziś za to!
 Popatrzyłam sama na siebie i swoją historię wstecz na zasadzie takiej refleksji i pewnego rodzaju podsumowania w moim życiu, aby przejść z wdzięcznością do następnego rozdziału.
Wierzę, ze zakończyłam etap chorowania i tak jak pisałam wyżej rozpoczęłam etap zdrowia, radości, pozytywnego myślenia. Kilka tygodni temu pojechałam na kontrole do mojej lekarki ginekolog Preeti Agrawal, we Wrocławiu, którą z całego serca polecam kobietom. Wyniki moje są bardzo dobre, poprawiły się!
 Bardzo się ciesze i czuje ogromna wdzięczność do Boga, do siebie, bo wiem, ze gdyby nie wysiłek jaki sama włożyłam w swoja przemianie wyniki nie byłyby takie zadowalające. Odczulam wielka ulgę po spotkaniu z moja doktor i ryczałam, ale ryczałam ze szczęścia i ulgi....
Ostatnie dwa lata zdrowienia mojego nie należały do najłatwiejszych, tak naprawdę były dla mnie bardzo trudne, ale ten wysiłek się opłacił bo wszystko jest w porządku oraz pojawiała się we mnie taka naturalna motywacja aby ten stan utrzymać, aby stal się częścią stalą mojego życia.

Na samym początku miałam wrażenie, ze zmiana diety i rezygnacja z rzeczy które bardzo lubiłam, a które niekoniecznie mi służyły to był pewien rodzaj kary dla mnie, która miała mi później zagwarantować zdrowie. Czyli coś w rodzaju, ze odpękam swoja pokutę i będę miała święty spokój, a później wrócę do starych nawyków. Czułam jakby ktoś się sprzysiągł przeciwko mnie i kazał zrezygnować mi ze stylu życia jaki lubię, kazał jeść mega zdrowe i niesmaczne rzeczy, pic ohydne zioła i jeść dziwnie
smakujące suplementy mające na celu pobudzenie mojego układu odpornościowego. Odczuwałam w związku z tym dużo złości i żalu, jakbym miała jakaś zadośćuczynną pokutę odprawić. To był ten etap pierwszy mojego zdrowienia.

Ale wraz z upływem czasu,(który jak się okazało stal się moim przyjacielem), kiedy zaczęłam pracować nad swoimi emocjami zaczęłam inaczej spostrzegać swoja rzeczywistość. Nagle słowo POWINNAM, MUSZE, zamieniło się na CHCE i LUBIE, bo zauważyłam wyraźnie kilka rzeczy podczas mojego procesu zdrowienia.

Zauważyłam, ze jedzenie jakie spożywam każdego dnia ma znaczący wpływ na to jak się czuje i jak wyglądam. Ma wpływ na moje psychiczne i fizyczne samopoczucie. To co wkładamy do ust w postaci jedzenia i napojów oddziałuje na nasze ciało w konkretny sposób i nie ma co z tym polemizować, to jest po prostu fakt!

Kolejna rzecz jaka zauważyłam, ze to co myślę na swój temat, na temat świata, ludzi tez ma na mnie wpływ. Ogromny wpływ. Ponieważ moje myśli i emocje tez SA POKARMEM! To było dla mnie mega hiper wielkie odkrycie! MOJE MYŚLI I UCZUCIA, OPINIE, NASTAWIENIE DO ŚWIATA tez jest POKARMEM.  Zaczęłam więc zwracać uwagę na to co myślę i odkryłam no niefajne rzeczy...
Zaczęłam je kwestionować i robię to do dzisiaj...Wiem już teraz, ze jest to proces i nie ma na to deadline, kiedy się to ukończy. Jest to dla mnie chyba jedno z największych w życiu wyzwań.

Kwestionowanie swoich przekonań, stereotypów, utartych opinii, tego negatywnego programu windows jaki został mi wgrany w głowę wiele lat temu. Jest to mega wyzwanie, ale kiedy obalam kolejne mity, kiedy mury fałszywych przekonań padają czuje ulgę, znika napięcie, czuje ze widzę wyraźniej i czuje się bardziej sobą. Ta prawdziwa... Kluczem do zdrowia i szczęścia jest ŚWIADOMOŚĆ, ale tak jak Grzegorz pisze, nie można jej nikogo nauczyć, ona się zadziewa. Ale jest dostępną dla każdego, nie tylko dla wybranych.Trzeba tylko jej chcieć i być uważnym a potrafi dokonać cuda.

A teraz dla "niewiernych Tomaszów" przedstawiam wersję na twardo :) Podobną kiedyś poczynił Rafał osiągając niebotyczne efekty ze swoją mamą, ciekawe czy ktoś znalazł jego historię ? Ta historia Józefy pokazuje, że 1- można, 2- można w każdym wieku, 3- choroby złotego wieku ? jakie choroby :) chylę czoła ! normą powinno być zdrowie. A jeśli jest inaczej... to może czas pomyśleć inaczej.

Witam.
Dzięki Grzegorzu, bo Twoje artykuły (3 lata wcześniej) były początkiem wszystkich zmian jakie nastąpiły u mnie i WIARA zawsze intuicyjnie mnie kierowała po wszystkich artykułach na Twoim blogu i póżniej po innych.


Uczestniczę od czewca br. razem z synem w programie EFS " To ja kształtuję swój los".
Przedstawiając się każdy uczestnik opowiadał czym się fascunuje no  i oczywiście mój przypadek zaiteresował wszystkich i przygotowałam wykład o zdrowym odżywianiu  oto fragment :

ZDROWE odżywianie
Jestem/BYŁAM chora na cukrzycę od 1993 roku a insulinę biorę od 1999r czyli od  15 lat.

Były do dawki 50-60 jednostek insuliny dziennie, a obecnie biorę do 5(8) jednostek, a nieraz wcale.
Leki na serce, nadciśnienie, cholesterol, wzrok i inne ograniczyłam do 10% tego co miałam zlecone.

Jak to zrobiłam – oczywiście sama czytając artykuły w Internecie o zdrowym odżywianiu, o różnych dietach.

W pierwszej kolejności  zastosowałam dietę według 5 przemian i dietę rozdzielną – nie łącząc białka z węglowodanami , tj. białka + warzywa i owoce lub węglowodany + warzywa i owoce, a obecnie od 2 lat piję zielone szejki tj. soki owocowo-warzywne a od roku zażywam codziennie witaminę C w proszku (kwas L-askorbinowy).
W czasie posiłków nie popijamy, dopiero po ok. 15-30 minutach.
Zaczynamy włączać stopniowo soki owocowe, później dokładamy po trochę zieleninę.
SOKI / SZEJKI wyciskamy w blenderze, sokowirówce  a najlepiej w wyciskarce do soków.

Dzień zaczynam od wypicia na czczo:

- 1 szklanki wody mineralnej + sok z ½ cytryny + ciepła woda  przegotowana
- 1 szklanki wody mineralnej + ¼ łyżeczki soli morskiej + ciepła woda przegotowana

- mała gimnastyka na „rozciągniecie się” 10-15 minut

- śniadanie: szejk 1 szklanka , po ½ godzinie surówka + 1 kromka chleba na zakwasie z masłem i warzywa ze słoika np. sosy paprykowe ( bez bułeczek i białego pieczywa), lub kasza z warzywami + herbata ziołowa lub owocowa,
- 2 śniadanie: dowolny owoc lub owoce
- obiad; zupa mała porcja + 2 danie składające się z białka + warzywa ( np. mięso+ warzywa), lub węglowodany + warzywa ( np. ziemniaki z koperkiem i odrobiną śmietany + warzywa lub jakaś kasza z warzywami), np. warzywa duszone – cukinia + pomidory itp.
-po ½ godzinie szejk 1 szklanka,
- w międzyczasie popijam wodę mineralną lub rozcieńczone soki własnej roboty,
- kolacja: robię zielone szejki ( zajmuje mi to około 1 godziny razem z myciem wyciskarki, owoców i warzyw)
Płuczę  owoce i warzywa około 1minuty w kwasku cytrynowym i 1 minuty w sodzie oczyszczonej ( zakupuję na allegro 1 kilogramowe opakowania ),  potem dokładnie płuczę w wodzie;
60% =  1 talerz owoców – jabłko, gruszka ze skórką, banan, kawałek pomarańczy (obrane), jakaś śliwka ( nektaryna lub kiwi ze skórką), jak drogie owoce dodaję marchewkę + jabłko+gruszka
40%=   1 talerz warzyw zielonych ( garść szpinaku, kawałek brokułu, zielonej papryki, parę liści sałaty, ogórek zielony, cukinia, zielona pietruszka, seler naciowy , liście pokrzywy lub lebiodki, ( co jest tanie – jak droższe to dodaję liście kapusty białej , włoskiej,
Do szejków dodaję ½ do 1 szk. wody mineralnej lub przegotowanej.

- wyciskam około  – 800 ml soku owocowego ( 2 filiżanki pałaszuje mąż i syn na kolację)  do pozostałej części soku owocowego ok.400 ml   wyciskam zielone warzywa i  wychodzi około 800 ml szejka – wypijam 1 szklankę  na kolację, resztę  zamykam w hermetyczny  słoik i chowam do lodówki na następny dzień (śniadanie i obiad po 1 szklance ).

Na kolację jak jestem głodna dojadam owoce lub coś innego np. z obiadu.

Gotuję dla całej rodziny wg 5 przemian, nie używam cukru (słodzik ze stewii lub ksylitol), słodyczy, kawy, herbat czarnych  itp.
Cukier,  słodycze, mięso, wędliny  organizm odrzuca, nie chce się ich dużo jeść.
ALE ZA TO MA SIĘ WSPANIAŁĄ WERWĘ DO  ŻYCIA.
Dużo czasu spędzam na działce zawsze coś robiąc lub chodzę na kijki.

Nieraz coś podjem jak organizm się domaga i cukier nie podskakuje w górę.

Nie chce się dużo jeść  bo zielone szejki są bardzo wartościowe i zaspokajają mnie .
Jestem „ lekka”, schudłam z 68 kg do 55 obecnie kg.

Wyniki krwi mam bardzo dobre, cholesterol i inne parametry krwi mam w normie !!
Zmiany nastąpiły również wokół mnie tzn. widzę lub bardzo staram sie widzieć ludzi pogodnych, skupiam się tylko na pozytywnych rzeczach.
Nie ma u mnie słowa NIE, CHOROBY jest tylko ZDROWIE i HARMONIA.
Można ? można :))

Jeszcze jedna historia Ani. No już wytrzymasz :) zaraz idziemy do Domu. Oceń sam, wnioskuj, medytuj, kontempluj, rozmyślaj, rozsądzaj, destyluj ;) analizuj i modeluj do woli. Bylebyś miał z tego korzyść i nie krzywdził innych, w tym swoją ignorancją. Bo jak widzisz po tych kilkunastu zdaniach, że o filmie nie wspomnę, Nasz Świat, który serwują nam dookoła ma się tak do Prawdy O Nas Samych jak kwiatek do kożucha. Ale pamiętaj: Ty Wybierasz Źródło Informacji. Aha, wiesz czemu słuchanie Serca jest tak ważne ? bo Serce jest Wolne Od Manipulacji :) ono po prostu WIE, a z umysłem można zrobić wiele, co wiedzą chociażby spece od reklamy, w końcu za chwilę Święta :)

Witaj Grzegorzu!
Skoro jest to definitywne pożegnanie z blogiem,to ja również chciałabym się z Tobą pożegnać. Chcę Ci podziękować za tego bloga i cóż,nie ukrywam,że będzie mi go brakowało.Wydaje mi się ,że rozumiem twoją decyzję. Właściwie,to przekazałeś wszystko ,co jest niezbędne ,aby ludzie byli w stanie pomóc sobie i swoim najbliższym,ale,jak to mówią, można wyleczyć każdą chorobę,ale nie każdego człowieka. Ja nie byłam w stanie uratować mojego taty, ale ratuję siebie,a teraz także moją mamę i córkę. Mama pije mnóstwo ziół, bierze przeróżne specyfiki na podniesienie odporności, bierze cordyceps, ostropest, zbieram dla niej i ubijam w moździerzu korzeń mniszka itp....OB spadło z 85 na 45 po miesiącu,kaszel ustąpił i ani razu nie było konieczności inhalowania się sterydami.Czego więcej chcieć.... teraz sama sumiennie parzy vilcacorę, chociaż protestowała, gdy próbowałam ratować tatę, nazywając to szarlataństwem. Córka jest w trakcie diagnostyki,ale w zasadzie to zrobiło mi się wszystko jedno, czy jej choroba ma podłoże genetyczne czy metaboliczne. Pojadę z nią 21-go do Krakowa,aby się tego dowiedzieć,lecz tłoczę w nią treści zawarte w książkach Bartletta,które za twoją poradą kupiłam.Już nie zastanawiam się, dlaczego mnie to wszystko spotyka. Odpowiedzi znalazłam na blogu.One tam od dawna były, tylko czekały abym je odnalazła. Wielu moich znajomych również korzysta z Twojego bloga. Ja mozolnie przerabiam lekcje, które mi życie przygotowało do odrobienia. Czeka mnie jeszcze mnóstwo pracy nad sobą, ale chyba jestem na dobrej drodze. Myślę,że ta droga ,którą wskazałeś na blogu jest jedyną właściwą, choć nie zawsze odpowiadał mi sposób przekazywania pewnych treści, no ale może właśnie tak trzeba......czyż nie jest najważniejszy efekt koncowy? [ usunięte słowa pochwały] Choć wydawało się,że wszystko zostało już powiedziane, to w każdej twojej wypowiedzi można było znaleźć jakieś nowe przesłanie. Życzę Ci dużo pozytywnej energii wokół i mądrych ludzi . Mam nadzieję,że jeszcze kiedyś zechcesz podzielić się z ludźmi swoimi przemyśleniami. Dziękuję Ci i wszystkiego co najlepsze dla Ciebie.  Anna
 A dzisiejszy dzień zakończy wiersz, który wybrała Magda:
Chcę dziś podziękować sobie, Grzesiowi, Wam wszystkim czytelnikom, tym którzy napisali tu swoje historie, tym którzy może jeszcze coś napiszą, wszystkim współtwórcom tego bloga, Pani Teresie i innym terapeutom i dedykować Wam na koniec, a właściwie DOBRY I PIĘKNY POCZĄTEK:-) W CO MOCNO WIERZĘ mój ulubiony wiersz:
Robert Frost
Droga nie wybrana

Dwie drogi w żółtym lesie szły w dwie różne strony:
Żałując, że się nie da jechać dwiema naraz
I być jednym podróżnym, stałem, zapatrzony
W głąb pierwszej  z dróg, aż po jej zakręt oddalony,
Gdzie widok niknął w gęstych krzakach i konarach;

Potem ruszyłem drugą z nich, nie mniej ciekawą,
Może wartą wyboru z tej jednej przyczyny,
Że, rzadziej używana, zarastała trawą;
A jednak mogłem skręcić tak w lewo , jak w prawo:
Tu i tam takie same były koleiny,

Pełne liści, na których w tej porannej porze
Nie znaczyły się jeszcze śladów czarne smugi.
Och, wiedziałem: choć pierwszą na później odłożę,
Drogi nas w inne drogi prowadzą-i może
Nie zjawię się w tym samym miejscu po raz drugi.

Po wielu latach, z twarzą przez zmarszczki zoraną,
Opowiem to, z westchnieniem i mglistym morałem:
Zdarzyło mi się niegdyś  ujrzeć w lesie rano
Dwie drogi; pojechałem tą mniej uczęszczaną-
Reszta wzięła się z tego, że to ją wybrałem.
Oczywiście wszystkie informacje powyżej możesz traktować jedynie w celach informacyjnych i edukacyjnych :) i nie mogą być wskazaniem do podjęcia jakiekolwiek kuracji lub jej zaprzestania, a każdą taką decyzję powinieneś skonsultować z mądrym lekarzem :) I dotyczy to całego bloga.

Koniec cz. 2 - przedostatniej :)
Dziękuję Ci za to, że Jesteś, że Chcesz i że w ogóle Ci się chce Wbrew Wszystkiemu i Wszystkim.


Jeżeli posiadasz konto na którymś z portali społecznościowych, podziel się tą informacją ze znajomymi :) Poniżej masz odpowiednie wtyczki.